czwartek, 12 lutego 2015

Walentynkowa zemsta smakuje najlepiej!

Nie ma to jak w poniedziałek zdać sobie sprawę, że w sobotę walentynki i w sumie można by coś z tej okazji przygotować ;_; Koniec końców tak się rozpisałam, że zdecydowanie jest to najdłuższy rozdział ze wszystkich.
Chociaż to bardziej taki one-shot :) Cóż, bierzcie pączki, faworki, co tam macie z okazji tłustego czwartku i zasiadajcie do rozdziału :) Miłego czytania!

~*~
Sala gimnastyczna w gimnazjum Teikou zawsze była oblegana przez uczniów. Drużyna koszykarska zawierała aż 3 składy i była jedną z najliczniejszych w kraju. Funkcjonowały tu też inne kluby, na przykład damski klub koszykówki, czy męski i damski siatkarski - wszyscy wprost bili się o możliwość trenowania na owej legendarnej hali, z której wyszło większość grających już profesjonalnie zawodników.
Terminy treningów nieco się na siebie nakładały. W czasie gdy kończyła jedna grupa, druga już mogła się rozgrzewać do gry. Tak też było i tym razem.
Dziewczyny z klubu koszykarskiego rozgrywały właśnie ostatnie minuty meczu. Oczywiście pierwszy skład Teikou, który właśnie czekał na swoją kolej, przyglądał im się z niemałym zainteresowaniem. Ich obecność mocno je poruszyła, dlatego mimo zmęczenia grały z jeszcze większym niż dotychczas zainteresowaniem.
Kitsune to uwielbiała! Minuty, kiedy dziewczyny z jej drużyny stawały naprzeciwko niej i dawały z siebie więcej niż wszystko by zaimponować chłopakom, były chyba najpiękniejszymi w jej życiu. Mijała je z figlarnym uśmiechem i ignorowała wwiercające się w nią spojrzenia - liczyło się tylko tu i teraz.
Trener oznajmił koniec treningu i jedyne, co Kitsune mogła zrobić to po prostu rzucić się na ziemię. Czuła, że nie da rady wstać. Zawsze dawała z siebie wszystko. Robiła to co kochała i mimo, że czasem od intensywności niektórych treningów miała ochotę wymiotować, a mięśnie bolały jak diabli - mimo to się nie poddawała.
-Za bardzo nadwyrężasz swoje ciało -zwrócił jej uwagę Midorima, który pojawił się nagle tuż nad nią.
W jego głosie ciągle dało się wyczuć resztki zmartwienia, jednak powtarzał jej to tak wiele razy, że teraz już się przyzwyczaił i pogodził z jej uporem w dążeniu do celu.
-Znam swoje granice -odpowiadała za każdym razem.
-Oi! Kitsune! Jak możesz być tak dobra? -Kise wydął wargi. -Jesteś dziewczyną. Czemu nie jesteś dziewczyną?
-C... cco?
-Powinnaś być bardziej dziewczęca! Takie intensywne treningi ci nie służą. Jesteś cała spocona!
-Ja ci dam!
Rzuciła się na niego jak wściekła wiewiórka. Wdrapała się jakoś na jego plecy i okładała pięściami po głowie.
-Kise! Dziewczyna jest bardziej dziewczęca, kiedy ma wieeeelkie -tu Aomine chwycił dłońmi powietrze -cycki! To nic, że gra w koszykówkę.
Kitsune właśnie wypatrzyła w nim swoją nową ofiarę, kiedy pewien dziewczęcy głos przebił się przez jej chęć odwetu i przywołał do porządku. Zeszła spokojnie z Kise z miną zabitego psa. Stanęła naprzeciw Momoi gromiącej ją swoim spojrzeniem.
-Tetsune-chan. Co ty wyprawiasz? Zaraz po treningu miałyśmy się spotkać!
Nie byłoby w tym nic dziwnego, mała Satsuki potrafiła zapanować nawet nad Aomine, jednak...
-Od kiedy jesteś tak posłuszna Satsuki? -spytał Akashi, od dłuższego czasu im się przyglądający.
Wcześniej nie zamierzał brać udziału w ich bezsensownej rozmowie, ale zaintrygowała go reakcja bliźniaczki Kuroko. Nie odpowiedziała, posłała mu jedynie pełne boleści, błagające o pomoc spojrzenie.
-Nie rozumiem, Kitsune, przecież lubisz zakupy...
-Uwielbia! -odrzekła za nią Momoi. -A teraz wybaczcie, musimy już iść.
W drzwiach do hali minęły się z Murasakibarą, jednak różowowłosa tak się zagadała, że prawie na niego wpadła. Olbrzym podszedł do nich z rozmarzonym spojrzeniem.
-Hej! Czemu te dwie trzymają się razem?
-Zagadka wszechświata, o! -Kise przesunął ręką w powietrzu i wypowiedział to dramatycznym tonem, próbując nadać sobie trochę tajemniczości i mądrości.
-A mi się wydaje... Niedługo przecież są walentynki. Może chcą nam sprawić jakiś prezent? -spytał Murasakibara. -Nie obraziłbym się za torbę słodyczy! I ciasto!
-Atsushi, dziewczyny dają prezenty jedynie chłopakom, którzy im się podobają.
-Ale przecież Kitsune mnie lubi... Na pewno dostanę od niej coś dobrego!
-Ale to ze mną zawsze tańczy i śpiewa -zamyślił się Kise. -Pewnie szykuje mi jakąś fajną składanke karaoke!
-Jestem jej najlepszym przyjacielem od lat! -wtrącił Midorima z wyższością i poprawił okulary.
-Zapominacie o jednej ważnej rzeczy! To ja ją trenuję!
Zdenerwowany Murasakibara chwycił Aomine i podniósł go wysoko, z zamiarem rzucenia nim jak piłką, potem wgniecenia w podłogę, a następnie całkowitego zmiażdżenia. Wtedy, i właściwie był to chyba jedyny moment w jego życiu, kiedy obudziło się jego mądre alter ego. Puścił kolegę z drużyny i poprawił włosy.
-Nie ma co bezsensownie się kłócić. Jest jeden sposób, by to sprawdzić... Będziemy je śledzić!
Reszta ochoczo na to przystała, oprócz Akashiego, który wolał się nie wplątywać w takie nie warte jego uwagi głupoty.
-Potrzebujemy też przebrań, by nikt nas nie rozpoznał!
Od kółka teatralnego podebrali kilka odpowiednich rzeczy - strój Sherlocka Holmesa dla Murasakibary i gwiazdy rocka dla Kise. Aomine musiał wbić się w kostium ogromnej pszczółki, bo nic innego na niego nie pasowało, a Midorima... Cóż, Midorima jak zwykle zastosował swój kamuflaż specjalny i perfekcyjny - okulary przeciwsłoneczne!
I oczywiście wcale nie wyglądali głupio czy podejrzanie!
-Idziemy! -zawyrokował Atsushi.
Wszyscy podążyli z werwą za swoim nowym przywódcą wprost do szatni, gdzie szybko się przebrali. Czatowali ukryci za rogiem tak, by wychodząca z przebieralni dziewczyn Kitsune ich nie wypatrzyła. Nie było to proste - w końcu była ich aż czwórka, ale nie bali się bycia wykrytym. W tych strojach nikt ich przecież nie mógł rozpoznać i nie zwracali na siebie dużo uwagi. Ich ofiara wyszła stamtąd po chwili z lekko wilgotnymi jeszcze włosami i ziewając, ruszyła w stronę wyjścia. Była tak zmęczona, że kompletnie ich nie zauważyła. Od razu zaatakowała ją Momoi. Szczebiotała radośnie i miała w sobie tyle energii i zapału, jakby coś brała przed ich spotkaniem.
-A może Stephen King? A może woli jakieś mangi? Nee, neeee! Powiedz proszę!
-Wiedziałem! -odezwał się z wyższością Murasakibara. -Momoi kupuje coś dla Kuro-china!
-Może trzeba jej coś podpowiedzieć, żeby był zadowolony? -spytał Kise.
-Nie. Od tego jest Kitsune.
-Oooo -blondyn otworzył usta ze zdziwienia, jakby fioletowy oznajmił mu największą prawdę wszechświata.
-My tu gadu gadu, a dziewczyny już gdzieś poszły...
Ruszyli za nimi cichutko, chowając się za każdym drzewem, krzewem i wszystkim co się dało jak prawdziwi śledczy. Po drodze Kise i Aomine zdołali parę razy pokłócić się o jakąś głupotę, jednak Murasakibara szybko przywołał ich do porządku. Weszli za swoimi ofiarami do sklepu i ukrywali się za sąsiednimi półkami. Kitsune podeszła do stoiska z płytami, na co Kise rozpromienił się z radości i już miał powiedzieć z miną wszechwiedzącego A nie mówiłem?, jednak powstrzymał się kiedy ku jego rozpaczy niebieskowłosa odeszła stamtąd nie nabywszy żadnego produktu.
-Biedny Kise -murzyn powstrzymywał śmiech, czekając z niecierpliwością na dalszy rozwój wydarzeń.
Odpuścili sobie śledzenie Momoi. Oczywistym było, że jej wybrankiem jest właśnie Kuroko. Jedną wielką niewiadomą pozostała właśnie jego siostra. Którego z nich wybierze? Naturalnie, nikt inny nie wchodził w grę! Tylko oni, członkowie pierwszego składu Teikou i jej najlepsi przyjaciele byli godni dostać od niej prezent.
Kiedy Kitsune po prostu wyszła ze sklepu z niczym i spotkała się na zewnątrz z różowowłosą, nie mogli powstrzymać jęku rozgoryczenia. Zero prezentów czy składników do ciasteczek dla Murasakibary, po prostu nic! Za to jej towarzyszka niosła całą torbę, z której wystawał nakład jakiejś mangi. Zamieniły ze sobą parę zdań. To, co powiedziała Kitsune stanowczo jej się nie spodobało, choć starała po sobie tego nie pokazywać. I wtedy...
-Chłopaki, odbijamy się w wystawie sklepowej! -krzyknął Atsushi.
Spojrzeli przed siebie. Bliźniaczka do tej pory ciągle odwrócona do nich tyłem, tak naprawdę patrzyła na ich odbicia i szczerzyła się wyrozumiale.
-Rozumiem -Midorima poprawił spadające mu na nos okulary. -Jednak moje przebranie jest najlepsze. Nie ma mowy, by mnie rozpoznała!
Dziewczyny ruszyły powoli przed siebie i nagle przyspieszyły. Chłopaki ruszyli za nimi. Kitsune złapała Momoi za rękę. Skręciły nagle w jakąś uliczkę i zniknęły im z oczu.
-No to pięknie! -krzyknął pszczółka - Aomine i podskoczył ze złości, jakby próbował unieść się wyżej. -Uciekły nam!
-Jak to możliwe? -Kise patrzył tępo w niebo. -Jak nas rozpoznały?
-To przez niego! Jak cię zaraz...
Aomine wystawił do Midorimy swoje pszczele żądło i konsekwentnie pomniejszał odległość między nimi, a jednocześnie zielonowłosy starał się ją powiększać.
-Aomine, nie chcesz tego zrobić -starał się go przekonać za wszelką cenę.
-Uwierz mi, bardzo chcę.
-Ale pszczoły... -był już przy nim -umierają od użądlenia... Pomyśl, chcesz być martwy czy przeżyć?
Aomine przystanął chwilę, ale nie porzucił jeszcze swojej zemsty. Zastanawiał się. Czy życie naprawdę tak mało dla niego znaczyło, że mógł je poświęcić na tego przemądrzałego dupka?
W tej krótkiej, podniosłej chwili wydawało się, że wahają się losy całego wszechświata.
-Przemyśl to, Aominecchi -błagał blondyn. -Przecież jesteś za młody, żeby umierać... Aominecchi! -tym razem zawył głośno. -Z kim będę grał w koszykówkę? Proszę, zostaw go i nie umieraj!


~*~
Ludzie miewają wiele problemów. Czasami pochłaniają one ich całą uwagę i odrywają od rzeczywistości, która aż prosi o uwagę. Myślą o tym jak je rozwiązać coraz bardziej zatapiając się w swoim świecie. Cóż za ironia. Przecież powinni skupić się na tu i teraz, tymczasem bujają gdzieś w obłokach, zawieszeni pomiędzy przeszłością i przyszłością.
Kitsune była tak zamyślona, że nie zauważyła idącego przed nią chłopaka. Całe powietrze uleciało jej z płuc w niemym krzyku. Uratował ją przed upadkiem. Napotkała spojrzenie niesamowicie czerwonych oczu, wpatrujących się w nią ze spokojem.
-Hej -rzuciła głucho i ukryła torbę z walentynkowymi atrybutami za plecami, jednak Akashi zdążył zobaczyć część jej zawartości.
-Chcesz na walentynki przebrać się za królika?
-To pomysł Satsuki...
-Więc czemu się jej słuchasz?
-Ja... No i właśnie... Hm... -totalnie zagubiła się w wodospadzie myśli.
-Zaproponowała ci pomoc w przygotowaniu walentynkowego prezentu dla wybranka twojego serca?
Schowała w milczeniu torebkę pod sweterek. Z jakiegoś powodu Akashi potrafił zawsze ich rozszyfrować. Czytał z nich jak z otwartej księgi. Byli tylko ludźmi, gimnazjalistami, to było oczywiste jak przewidywalni byli. Wiedziała to, jednak...
-Walentynki są bez sensu -powiedziała stanowczym tonem.
-Nie wiem, nie rozumiem miłości.
-Nie rośmieszaj mnie, Seijurou! Przecież miłość nie jest czymś co da się zrozumieć. Poza tym -przyłożyła dłoń do jego serca -nawet ty doświadczasz takich uczuć.
-Więc czemu nie lubisz walentynek?
-Ponieważ -wzięła głęboki oddech -jeśli się kogoś kocha, powinno się to okazywać na każdym kroku, a nie tylko tego jednego dnia, prawda?
Uśmiechnął się.
-Masz rację. No już, zmykaj zanim chłopaki cię zobaczą. Chcą za wszelką cenę odkryć, którego chłopaka wybierzesz.


~*~
Oni tymczasem objęli zupełnie inną taktykę. Porzucili szpiegostwo i oddali stroje. Zaatakowali biednego Kuroko podczas jedzenia. Otoczyli ze wszystkich stron.
-Nee, ne, Kuro-chin -Murasakibara postawił mu wielkiego szejka waniliowego. -Wiesz może co twoja siostra planuje na walentynki?
-Nie wiem, ale... Tego dnia zawsze ma dla mnie więcej czasu niż zwykle i zabiera mnie do kina i gdzie tylko chcę.
-Kuroko, ty szczęściarzu -Aomine pociągnął nosem i chwycił chusteczkę, którą podrzucił mu Kise. Wysmarkał się w nią i schował do tylnej kieszeni. -Dwie dziewczyny... Aż dwie! A ja nigdy nie dostaję żadnych walentynek!
-Nie martw się, Aominecchi. Kiedyś spotkasz tą właściwą...
Blondyn starał się go pocieszyć, ale z jakiegoś powodu tylko pogorszył sytuację.
-Zamknij się, Kise! To ty co roku pływasz w listach i ciasteczkach od fanek! Nie potrzebuję twojej litości.
-Czyli sprawa rozwiązana? -spytał Midorima. -Kitsune wybrała swojego brata?
-A może widziałeś, jak piecze dla mnie mnóstwo pysznych ciasteczek? -Murasakibara nie porzucał nadziei.
-Nie, ostatnio ciągle chodzi do Momoi-chan. Przychodzi do domu tylko spać i jest strasznie wyczerpana.
-To podejrzane!
-A czy to przypadkiem nie potwierdza teorii, że przygotowuje coś dla swojego brata? -Midorima uniósł zirytowany brew.
-Wręcz przeciwnie! Nie powinniśmy jeszcze kończyć naszego śledztwa -zawyrokował fioletowy.
-Ha -Aomine uśmiechnął się chytrze. -A ja doskonale wiem, co powinniśmy teraz zrobić.

~*~
Dziennik pokładowy
13 lutego
Godzina 18:24
Aomine aktualnie jest w posiadaniu najcenniejszego skarbu ludzkości - klucza do domu Momoi. Zdaje sobie sprawę, że jeśli wpadnie on w niepowołane ręce, to będzie koniec wszystkiego. Ich śledztwo było sprawą ważną, tajną, ale też życia i śmierci. Jeśli polegną, zawiodą wiele dusz i niezmordowanych serc poległych w tej walce. Łączyli się w bólu i rozterce z innymi chłopakami oczekującymi walentynkowych podarunków. Nie poddawali się, bo wiedzieli, że walczą w słusznej sprawie nie tylko dla nich, ale i innych.
Ta wiedza dawała im siłę.

Godzina 18:29
Zakradli się do jej domu. To Kuroko podpowiedział im gdzie są i byli mu za to wdzięczni. Kiedy ich misja się skończy, uhonorują go jako bohatera wszystkich nastolatków.
Z zapasowym kluczem Aomine wślizgnęli się tam bez problemów. Oczywiście istniał choć cień szansy, że akurat w tej chwili któraś z dziewczyn mogła przechodzić obok wejścia i ich nakryć.
Byli gotowi ponieść to ryzyko.
Przyszli w dobrym momencie. Dziewczęce głosy dobiegały właśnie z pokoju różowowłosej. Jak najciszej potrafili, podeszli pod drzwi Momoi. Były zamknięte, ale to nie miało znaczenia. Nie zamierzali się ujawniać. Chcieli tylko podsłuchać ich rozmowę. Na tę okoliczność, Midorima przygotował coś specjalnego. Zawiesił sobie na szyi stetoskop i przyłożył do chłodnego drewna - jedynej bariery pomiędzy nimi a dziewczynami.
-Cii -Murasakibara uciszył znów kłócących się Kise i Aomine.
Posłuchali go bez marudzenia. Z pokoju dobiegał śmiech rożowowłosej.
-Przestań, Satsuki! -sapnęła cicho Kitsune.
Chłopaki spojrzeli po sobie ze zdziwieniem. Nie potrzebny był im nawet szczęśliwy przedmiot Midorimy, by zdołali to usłyszeć, ciche i bezradne błagania ich przyjaciółki. Jej słaby i gardłowy, ale wciąż pełen werwy ton.
-Tetsune-chan! Trochę poboli i przestanie -uspokajała ją różowowłosa.
-Ale -słychać było jej ciężki oddech -ja już nie mogę. Przestań, nie dam rady! Aaaach! Przestań... do cholery jasnej...
Midorima zbladł.
-Niemożliwe -szepnął. -Niemożliwe...
Zalała go fala gorąca i musiał trochę rozpiąć koszulę, by złapać oddech. Gardło wyschło na wiór. Przycisnął mocniej słuchawkę do drzwi, niemal dławiąc się powietrzem. Aomine, widząc jego reakcję, powstrzymywał się od śmiechu, a Kise zastygł w bezruchu.
Przez szkło mleczne zamontowane w drzwiach dostrzegli ich zarysy. Dwa ciała wydawały się być splecione w jedno.
-Może do nich dołączymy? -spytał szeptem Daiki.
Z pokoju dobiegały coraz głośniejsze jęki.
-Satsuki -krzyczała błagalnym tonem Kitsune. -Satsuki...
-Nie, zostawmy je -rozkazał Murasakibara. Był cały czerwony. Murzyn westchnął zrezygnowany.
Wtedy Midorima wstał zdecydowanie i podszedł do drzwi. Zignorował ostrzeżenie Atsushiego. Otworzył szeroko drzwi do pokoju.
-Ooo, ależ on się napalił! -Aomine wszedł tuż za nim i ujrzał naprawdę dziwną scenę.
Kitsune klęczała na podłodze i zaciskała mocno palce na dywanie. Była kompletnie ubrana. Długie włosy opadały seksownie falami na jej plecy, a kilka kosmyków zaplątało się koło twarzy, czyniąc ją jeszcze słodszą. Natomiast Momoi zaparła się mocno o dywan i ciągnęła za sznurki jej gorsetu.
-Zabijesz mnie -jęknęła niebieskowłosa resztkami tchu.
Pierwszy ocknął się właśnie Aomine.
-O, cóż za emocjonujący seks! -krzyknął i w mgnieniu oka zrobił im zdjęcie.
Dziewczyny wrzasnęły jednocześnie, niemal rozsadzając im bębenki w uszach. Momoi, ponieważ ich nagłe pojawienie się mocno ją zaskoczyło i Kitsune, ponieważ była pochylona tak, że doskonale widzieli jej biust, dodatkowo wyeksponowany przez ciasny gorset.
-Nie puszczaj! Nie puszczaj!
Nie panikowała bez powodu. Jeśli Satsuki puści teraz sznurki, jej nowe wdzianko po prostu się rozwiąże i spadnie... Nie miała nawet czym się zasłonić. Na szczęście różowowłosa nie straciła zimnej krwi i szybko zawiązała sznurki na mocny supeł.
-Co wy tu robicie? Ahomine, to na pewno twoja robota!
-I o co chodzi... -Kitsune podniosła się z chęcią mordu w oczach. Wygladała teraz naprawdę przerażająco. Seksownie przerażająco. -...z tym emocjonującym seksem?!
Chodź, zaraz cię ukarze, Aomine wyobraził ją sobie w czarnym, skórzanym stroju i pejczem w dłoniach. Po chwili coś ciężkiego uderzyło go w głowę. Upadł na podłogę z głośnym hukiem, całkowicie ogłupiały i zszokowany.
-Midorima chciał do was dołączyć -mruknął na swoją obronę.
-N-nie! Chciałem je powstrzymać przed zrobieniem czegoś głupiego!
Dziewczyny spojrzały po sobie otępiałe.
-Czegoś...
-...głupiego?
Ich twarze zrobiły się purpurowe. Krzyknęły i odskoczyły od siebie ze strachem.
-Nigdy! W! Życiu!
-Ohyda! Ahomine! Przecież ja jej nawet nie lubię!
-Nienawidzę rożowego -fuknęła z pogardą Kitsune.
-Więc co robicie razem? Przyznajcie się, szykujecie walentynkowe prezenty!
Otoczyli je z wyczekiwaniem. Jeśli nie odpowiedzą, byli gotowi przeszukać cały pokój, ba! Cały dom! Ale głównie kuchnię, pomyślał Murasakibara. Kitsune podparła się pod boki z pełną wyższości miną.
-Idioci! Przegrałam z Satsuki zakład i teraz muszę wykonać przynajmniej 5 cosplay'ów.
-Zrobię zdjęcia i będę miała największą oglądalność w sieci! -zaszczebiotała różowowłosa.
-Właśnie dlatego muszę nosić dziś ten cholerny gorset!
-Jesteś szczupła, więc nie wiem, czemu się w niego nie mieścisz...
-Bo jest rozmiar za mały, Satsuki! Chcesz mi wnętrzności wycisnąć czy co?!
Patrzyli ze zdziwieniem, jak te dwie dziewczyny, które wiecznie się ze sobą kłócą i nie przepadają za sobą, współpracują. A raczej, jak godzą się na swoje towarzystwo, bo współpracą nie mogli tego nazwać. Momoi pokazała im poprzednie dwa cosplay'e. Szczególnie spodobał im się ten, na którym niebieskowłosa udawała krwiożerczą bestię - cała pokryta krwią, oblizywała ją z palców i patrzyła w obiektyw, jakby chciała wyskoczyć z aparatu i pożreć ich żywcem. Naprawdę przerażająca.
-No Kitsune, nie wiedziałem, że tak świetnie radzisz sobie z modelingiem -pochwalił ją Kise.
Podziękowała, wciąż odwrócona do nich tyłem i ze skrzyżowanymi rękoma, niczym obrażone dziecko. Murasakibara okrył ją swoją wielką bluzą.

Godzina 19:47
Misja zdecydowanie się nie powiodła. Polegli na całej linii frontu. Udali się do domu fioletowego. Kise przewiesił sobie dłoń Aomine i pomagał mu dotrzeć na miejsce, jakby był rannym żołnierzem. Z opuszczonymi głowami, nie potrafili ukryć swojej frustracji. Nigdy nie przegrywali, nigdy!
I dziś był ten dzień, kiedy pierwszy raz od wielu lat...
Polegli w walce.

14 lutego
Godzina 7:54
-I co się wtedy stało?
Spotkali przed szkołą Akashiego i opowiadali mu całą historię, ze wszystkimi szczegółami.
-Wtedy... zobaczyłem to!
Aomine pokazał kapitanowi zdjęcie dziewczyn po tym, jak wparował do pokoju Momoi. Nie wywarło na nim żadnego wrażenia.
-Powinieneś je usunąć -zawyrokował. -Gdyby Tetsuya je zobaczył...
-Co zobaczył?
Niebieskowłosy pojawił się przy nich niespodziewanie i wywołał tą samą reakcję co zwykle. Chłopaki podskoczyli przestraszeni, a Aomine nastroszył się jak kot. Komórka wypadła mu z ręki, ale złapał ją w ostatniej chwili. Odetchnął z ulgą. Jedynie Akashi pozostał niewzruszony.
-Dziwne zabawy naszych koleżanek -odpowiedział.
Tetsu chwycił komórkę, zerknął tylko na chwilę i usunął zdjęcie, pomimo protestów Aomine.
-Lepiej o tym zapomnijcie. A ja zaraz się z nią rozliczę...
Ruszył w stronę szatni, gdzie spodziewał się zobaczyć swoją siostrę. Reszta poszła za nim z ciekawością. Przystanęli, widząc ją przy swojej szafce. Coś było nie tak.
Kitsune wydawała się być zupełnie inną osobą. Stała zamyślona i kompletnie zaspana. Jej włosy nie chciały nawet ułożyć się grzecznie do kucyka. Momoi stała koło niej i powtarzała w kółko: otwórz szafkę, otwórz! Wzbraniała się przed tym z uporem, więc różowowłosa postanowiła zrobić to za nią. Chwyciła za rączkę i była to chyba najgorsza decyzja w jej życiu. Stała bezradnie, a na jej głowę sypała się niezliczona ilość listów i kartek walentynkowych. I chyba po raz pierwszy tego dnia Kitsune się uśmiechnęła. Mało tego! Chwyciła za brzuch, nie mogąc powstrzymać śmiechu. Oparła się o sąsiednią szafkę.
-I czego się śmiejesz?
Momoi rzuciła w nią garścią kartek, ale były zbyt lekkie i nawet jej nie dotknęły.
-Dziewczyny... -zaczął Midorima -...są naprawdę dziwne.
-Mi się wydaje, że dobrze się bawią -wzruszył ramionami Akashi.
-Uh, zawsze to samo -mruknął zirytowany Kuroko i podszedł do nich z marsową miną.

Pora lunchu
Stołówka
Midorima, Murasakibara, Akashi, Aomine
-I nie odkryliśmy nic -wrócił stary Murasakibara.
-Nic nie dostałem -stwierdził bez emocji zielonowłosy.
-Ja też nic -fioletowy położył głowę na stole.
-Kise pewnie zbiera teraz od fanek ciasteczka i listy -Aomine pociągnął nosem z udawaną rozpaczą.
W środku jednak cholernie zazdrościł mu urody modela i miał ochotę przeklnąć go u każdego boga, jaki istnieje.
-A co z tobą, Aka-chin?
Seijurou odstawił szklankę wody i zabrał się powoli za swoje drugie śniadanie.
-Sześć walentynkowych kartek i babeczki.
-Oooch! Uwielbiam babeczki!
-Więc proszę -kapitan poczęstował każdego ze swoich przyjaciół, nie zostawiając sobie nic.
-Mmm, pyszne! -powiedział z pełną buzią Murasakibara, za co dostał upomnienie od Akashiego. -Po co komu miłość? Mam jedzenie!
Nawet apodyktyczny psychol jest obiektem westchnień wielu dziewczyn, skrzywił się Aomine. Zatopił się w myślach, całkowicie nie zwracając uwagi na otoczenie, kiedy nagle poczuł na szyi chłodny powiew. To Kitsune przebiegła szybko tuż za nim i przysiadła się obok Murasakibary.
-Cześć chłopaki! Mogę się tu schować?
Była to kryjówka idealna. Nikt wchodzący głównym wejściem nie zauważy jej, skrytej za olbrzymim koszykarzem. Przed kim tak uciekała?
Wypuściła powietrze z ulgą i niemal położyła na stole. Nawet głupi by zauważył, że zmęczenie daje się jej we znaki.
-Coś się stało?
-Ryouta goni mnie po całej szkole i chce się zakładać o ilość walentynkowych podarunków. Mam już dość! Ten dzień mógłby się w końcu skończyć!
-Och, czyli już wręczyłaś swój prezent? -spytał Murasakibara.
-W tym problem, że nie i... -zarumieniła się.
Ojej, ona się zarumieniła! To się nigdy nie zdarzało!
-Denerwuje się -przyznała z trudem.
-Ojej -fioletowy mocno się rozczulił i mocno ją przytulił. -Jaka ty jesteś urocza, kiedy się denerwujesz!
-Prze... przestań głupku!
Wyrwała się z jego objęć i właśnie w tej chwili do sali wparowali jednocześnie Kise i Momoi. Oboje poszukiwali tylko jednej osoby, teraz pozostającej zupełnie na widoku. Niebieskowłosa pisnęła przerażona i schowała się za Akashim. Położyła dłonie na jego ramionach, jakby był jej tarczą przeciwko wszystkiemu i wszystkim.
-Proszę, ratuj mnie! -szeptała błagalnie. -Proszę...
-Kitsune! -Momoi przyprawiła ją o gesią skórkę. -To twoja ostatnia lekcja, prawda?
Zna mój plan?, cała drżała.
-Od razu po niej idziemy do mnie!
-Co planujesz, Satsuki? -spytał Akashi.
-Oooch, na pewno ci się to spodoba! Nie martw się.
-Ale ja się martwię -szepnęła Kitsune.
-Czekaj, jeśli tak mówisz... -Murasakibara podrapał się po policzku i spojrzał na Kise, Aomine i Midorime. -Idziemy chłopaki!
Kiedy oddalili się na bezpieczną odległość, wszystko było jasne. Momoi pomagała Kitsune wręczyć walentynkowy prezent właśnie Akashiemu!

~*~
-Myślisz, że Tetsu lubi króliczki?
-On wielbi wszystko, co słodkie.
Dziewczyny stały teraz w sklepie naprzeciwko stoiska z motywem zwierząt. Podziwiały przeróżne czapki, nauszniki, opaski czy bluzy - wszystko wiązało się z tymi grzesznie słodkimi stworzonkami. Momoi już od samego początku doprowadzała Kitsune do szewskiej pasji. Co chwila przymierzała na niej jakieś dziwaczne rzeczy, podniecając się tym jakby dostała całe zoo w prezencie i robiła jej zdjęcia. Od czasu do czasu wkładała też coś na siebie. Tych momentów niebieskowłosa nie lubiła najbardziej. Pasuje mi?, a także niezliczona ilość jej nowych image'ów będzie jej się śniła po nocach jako jej największy koszmar. Spadanie prosto w otchłań piekielną i tortury to przy tym był pikuś. Już nigdy nie będzie błagała o śmierć, chyba że kiedyś znów sprzymierzy się z Momoi i pójdzie do sklepu z ubraniami. Pragnęła, by walentynki już minęły, by znów powrócić do swojego normalnego stylu życia pozbawionego rozwrzeszczanego różowego potwora.
Swoją drogą, naprawdę nienawidziła tego koloru.
Mimo to kiedy na nią patrzyła wiedziała, że jest częścią jej rodziny. Ciężko było jej to przyznać, ale gdyby ktoś ją skrzywdził, ona pierwsza leciałaby na tą osobę z tasakiem w dłoni i mordem w oczach.
Ale tego przecież nigdy jej nie powie.
Było dobrze tak, jak było. Schowana za fasadą niechęci do Momoi czuła się najlepiej. Sama nie potrafiła określić, czemu.
-A może to będzie lepsze?
Włożyła jej na głowę kocie uszy i przypatrzyła z zadowoleniem. Kitsune zobaczyła się w lustrze i jęknęła sfrustrowana. Czuła się jak ostatni głupek. Co najgorsze, tu w Japonii takie rzeczy uznawano za naprawdę słodkie i przez to czuła się nieco niezręcznie. Ona? Słodka? Jeśli już miałaby wybór, chciałaby sprawiać wrażenie silnej, pięknej kobiety.
-Chodźmy już, nie wytrzymam tego dłużej.
Przyglądali się jej jacyś gimnazjaliści, więc szybko zdjęła opaskę i odłożyła ją na miejsce. Miała delikatnie rumiane policzki, co nie umknęło niczyjej uwadze, a tymbardziej nie Momoi, która zaczęła głośno wzdychać i ach'ać.
-Powinniśmy się najpierw skupić na naszym planie, pamiętasz?
-Jasne! Część już mam. Pomóż mi z resztą.


~*~
Kuroko położył na stoliku ogromną torbę i przysiadł pomiędzy Akashim, a Murasakibarą. Obecna była także reszta pierwszego składu Teikou, wiecznie hałaśliwy Aomine, Midorima, którego życie zależało od dziennego horoskopu i otoczony przez fanki lekkoduszny Kise. Haizaki jak zwykle zamierzał się na jedzenie niebieskowłosego. Swoją drogą, jego reklamówka przyciągnęła mnóstwo zainteresowania.
-Co to jest? -Atsushi dostrzegł w niej coś dobrego do jedzenia.
-Podarunek od Momoi-san i Tetsune.
-Czyli wszystko jasne -odezwał się Akashi. -Koniec końców wybrały Tetsuyę. Teraz już możecie rozpaczać.
-Walentynki są do dupy... -mruknął Aomine.
Oparł głowę na dłoni i patrzył bez zainteresowania na krajobraz rozciągający się za oknem. Nawet nie zauważył kierującej się w jego stronę pięści Kuroko. Uderzył go lekko, wprawiając w osłupienie.
-Nie zgodzę się z tobą, Aomine-kun. Walentynki zdecydowanie nie są do dupy.
-Nie bierz tego tak dosłownie, Tetsu!
-Może sami zrobimy sobie imprezę?
-Och, przyjęcie we wspólnym gronie dla singlów? -kapitan podchwycił ten pomysł. -To dobra myśl. Jest za zimno, by jeść lody jak to zwykle czyniliśmy, więc musimy wybrać inne miejsce.
-Może u mnie? -zaproponował niebieskowłosy. -Tetsune zostaje do jutra u Momoi, by zrobić ostatni cosplay, więc możecie nawet przenocować.
-Ja odpadam. Wolę spędzić noc z dziewczyną niż z chłopakami.
Haizaki wstał od stołu i pożegnał się z nimi.
Nie odczuli tego jako wielkiej straty. Wszystko było już postanowione!


~*~
Przyszli do domu Kuroko gdzieś o 17. Każdy wziął ze sobą jakieś rzeczy do przebrania i śpiwór. Murasakibara już na wstępie zaczął szukać czegoś do przekąszenia. Niebieskowłosy zaprowadził go do pokoju swojej siostry - to ona zawsze miała najwięcej zapasów. Poczęstował go czteroma paczkami chipsów i batonikiem. Aomine rozpoczął swój monolog, rozdarty wewnętrznie pomiędzy miłością a nienawiścią do kobiet. Były przecież takie piękne, delikatne i krągłe w biuście, a mimo to żadna z nich nie była teraz z nim! Kise siedział cicho w obawie, że zaraz dostanie za samo bycie modelem, ba! Za samo swoje istnienie! Reszta przysłuchiwała się temu ze znudzeniem, a kiedy w całym mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi, Akashi tylko uśmiechnął się z wyższością. Jakby dokładnie wiedział co się za chwilę stanie.
Nie czekając za zaproszenie, do środka wparowała Momoi razem z Kitsune i... Niech ich szlag trafi! Nigdy w życiu nie widzieli czegoś takiego!
Rożowowłosa była ubrana w śliczną, białą sukienkę bez rękawów, z paskiem ściągającym sukienkę w talii i dokładnie podkreślającą figurę. Sięgała jej do kolan i była to chyba najdłuższa sukienka, jaką Momoi kiedykolwiek miała na sobie. Oczywiście nie odejmowało jej to ani krzty uroku czy urody.
Stylizacje obu dziewczyn były podobne, jednak ta Kitsune była krótsza. Niby tak wiele razy tańczyła w takich na występach, a mimo to stojąc teraz przed nimi, czuła się strasznie zawstydzona.
-Wszystkiego najlepszego, chłopaki! -krzyknęła różowowłosa i przytuliła po kolei każdego z nich, tymczasem Kitsune stała jak słup soli i modliła się w duchu, by Satsuki zapomniała o swoim głupim pomyśle.
Wydawała się tak zajęta, że...
-Mamy dla was specjalną niespodziankę!
Cholera! Pamięta! I jak to my?
Wpatrzyła się w dywan, jakby ujrzała tam coś niesamowitego. Zamknij się, Satsuki, zamknij! Błagała w myślach. Przegrała z nią zakład i musiała działać według jej planu, jakkolwiek nie byłby głupi i nie przypominał cholernego striptizu.
-Kitsune zatańczy dziś dla was w tej prześlicznej sukience! Mało tego!
Położyła przed nimi reklamówkę pełną jakiś wymyślnych materiałów i puszków.
-Możecie jej wybrać jakieś rekwizyty.
Teraz się zacznie, zdmuchnęła grzywkę z czoła. Momoi pamiętała o wszystkim. Zrobiła jej nawet inną fryzurę i wpięła w nią kwiat wielkości połowy pięści, którą od początku chciała ją potraktować. Teraz musiała znosić mały kręcony loczek błądzący gdzieś w okolicy jej lewego policzka i sporej wielkości kok z prawej strony. Owszem, wyglądała ślicznie, ale jak miała z tym tańczyć, by szybko go nie rozwalić?
Chłopaki wyciągnęli zawartość torebki i przeglądali z zainteresowaniem. Kitsune nie miała zielonego pojęcia co tam jest, ale dostrzegła opaskę à la kocie uszy i dziwny, frędzelkowaty szal przypominający trochę puchaty sznur na choinkę.
Momoi włączyła kamerę.
-Dziewczyny naprawdę mają dziwne zabawy -Midorima nie mógł wyjść z podziwu dla wyobraźni tych małych istotek. Odłożył na bok dziób kaczki, po czym zrezygnował całkowicie z udziału w tej zabawie.
-Skoro chcą nam zrobić w ten sposób prezent, to... -Kise chwycił kocie uszy z szerokim uśmiechem i podszedł ostrożnie do niebieskowłosej, przygotowany na atak z jej strony, ale ku jego zdziwieniu tylko westchnęła i nachyliła z gracją głowę, jakby miał ją ukoronować, a nie ozdobić... tym czymś...
-Myślę, że to będzie odpowiednie.
Akashi wyciągnął delikatną, czarno-czerwoną maskę karnawałową, która miała przysłaniać oczy i była zdobiona białym brokatem dodającym jej uroku i tajemniczości. Założył ją dziewczynie, uważając na włosy i spojrzał zadowolony na efekt.
Aomine natomiast, już trochę udobruchany, owinął ją owym dziwnym frędzelkowatym szalem i usiadł na swoje miejsce, unosząc głowę w górę.
-Tańcz, Kitsune -rozkazał tonem władcy.
Zaraz dostał kopniaka od Midorimy i rozpoczął z nim kłótnię. Uspokoili się dopiero, gdy usłyszeli ciche nuty melodii i nieśmiałe uderzenia w klawisze fortepianu.
Z początku Kitsune stała w miejscu, jakby niepewnie wsłuchiwała się w melodię i lekko kołysała w jej rytm. Potem, bardzo delikatnie uniosła w górę najpierw głowę, później prawą rękę i opuściła ją, zakreślając wokół siebie niewidzialny krąg. Podskoczyła niczym baletnica i okręciła się wokół własnej osi, a potem... jej ruchy stały się szybsze i pełne ekspresji. Wydawała się uwięziona we własnym, niedostępnym dla innych świecie. Pełna pasji, tańczyła jak zaczarowana pomiędzy chłopakami, wprawiając ich w całkowite osłupienie.
Kiedy muzyka nagle ucichła, upadła bez życia na podłogę. Pozostała tak chwilowo do czasu, aż dźwięki fortepianu znów nie przywróciły jej do życia. Uniosła się, chwytając za szal na swoich ramionach. Przeciągała go z jednej strony na drugą, a potem... Oplotła nim kompletnie zaskoczonego Kise i wyciągnęła na środek. Zawsze z nim tańczyła, więc natychmiast zrozumiał jej intencje. Okręcił ją delikatnie, podparł plecy i pochylił mocno do tyłu. Rękoma dotykała podłogi, a jedną nogę uniosła z gracją do góry. Wraz z mocniejszym akcentem muzyki powróciła do poprzedniej pozycji, zawiesiła na nim choinkową ozdobę i popchnęła lekko na jego miejsce. Już nie był jej potrzebny.
Kontynuowała taniec z tym samym uczuciem i namiętnością co wcześniej. Wyciągnęła Murasakibarę tylko po to, by wzniósł ją w górę i przeprowadził przez cały pokój. Wyglądało to tak, jakby płynęła w powietrzu. Nawet fietowy zrobił poważną minę godną tancerza. Zostawiła mu w prezencie kocie uszy i cmoknęła w policzek.
Następny był Aomine. Od początku wiedziała, że z nim będzie trochę ciężej. Chłopak w ogóle nie miał pojęcia o tańcu. Mimo to wyciągnęła go na środek pokoju. Stanęła naprzeciw niego, wciąż kołysząc się w rytm. Złapała jego prawą dłoń i splotła z nim palce. Poruszała nim tak, że chłopak by złapać równowagę był wprost zmuszony wykonywać coś łudząco przypominającego taniec. Dla niego była to jednak walka o przetrwanie, ale z boku wyglądała naprawdę nieźle. Zaśmiała się dźwięcznie i położyła jego dłonie na swojej talii w wolnym tańcu. Aomine naprawdę się w to wkręcił i kiedy zaczął wprowadzać jakieś swoje ulepszenia, odstawiła go szybko Satsuki tak, że nawet nie zauważył kiedy znalazł się tuż przed nią, z dłońmi na jej ramionach.
Znów zamknęła bramy swojego świata. Tym razem nie tańczyła wśród nich, ale ustawiła się w jednym miejscu. Zaczynając od swoich ust błądziła dłońmi w dół po całym swoim ciele, kompletnie się zatracając. Znów upadła, ale tym razem tańczyła już na podłodze, robiąc dziwne, ale pięknie wyglądające figury. Skończyła, siedząc klęczkiem. Rozejrzała się po swoich kolegach.
-Jej -szepęła Momoi. -Nie sądziłam, że tak zacznie jej odbijać po tym szampanie...
Kuroko spojrzał na nią z przestrachem i wtedy jego bliźniaczka wzięła go do tańca razem z Midorimą. Po chwili udzieliła mu się magia, którą rozsiewała dziś wokół siebie Kitsune. Zapomniał o tym, co miał powiedzieć czy zrobić. Znów mógł zatańczyć ze swoją kochaną siostrzyczką, a ona z chłopakami najbliższymi jej sercu i których kochała najbardziej na świecie.
Puściła ich, kiedy muzyka płynnie przemieniła się w zupełnie inną melodię. Dźwięki fortepianu zmieszały się w idealnej harmonii ze skrzypcami, dając niesamowity, wspaniały dla zmysłów efekt. Taką muzykę często można było usłyszeć na balach bogatej arystokracji. Walc wiedeński, który aż porywał ludzi swym pięknem, królewska melodia i ambrozja wykwintnych słuchaczy.
Kitsune podeszła powoli do Akashiego. Razem wirowali po całym pokoju, bez problemów omijając innych. Choć to oni wykonywali szalone piruety, dla nich to cały świat się kręcił. Z tą maską czuła, że nawet jest w stanie spojrzeć prosto w te czerwone, władcze oczy, a kiedy to zrobiła, momentalnie się w nich zagubiła. Jak przez mgłę usłyszała, że melodia powoli się kończy, więc zmniejszyła tempo obrotów i podziękowała za taniec godnym prawdziwej damy dygnięciem.
A ponieważ walc wiedeński obok bycia ekscytującym był też bardzo męczący, oddychała szybko, ale nie przestawała się uśmiechać. Kiedy zabrzmiały ostatnie nuty, miała ochotę położyć się na podłodze i zasnąć, ale była zbyt szczęśliwa, by jej się to udało. Poza tym...
-Mamy dla was jeszcze jedną niespodziankę! -Momoi stanęła obok niej.
Kitsune odetchnęła głęboko i uspokoiła swój oddech. Pora na jej przemowę.
-Zawsze uważałam, że swoją miłość nie powinno się okazywać jedynie w walentynki, dlatego nie przyglądałam do tego uwagi, ale im bliżej było do tego święta, tym bardziej rozumiałam, jak ważne jest ono dla niektórych. No i pojawił się kolejny problem, któremu z was wręczyć prezent? Przepraszam -ukłoniła się -ale byłam i jestem egoistką! Nie potrafiłam wybrać pomiędzy wami. Kocham was z całego serca, wszystkich. I choć codziennie wam to okazuję, poprosiłam Satsuki o pomoc. Pech chciał, że -tu dodała trochę kąśliwie-Panna Różowa ma wiecznie dziwne pomysły i cały ten plan był jej, ale... Dzięki wam, chłopaki! Jesteście moimi najlepszymi przyjaciółmi.
-Dlatego Kitsune spełni po jednym waszym życzeniu -dodała Momoi.
-Część z nich już zrealizowałam. Tetsu dostał swoją ukochaną książkę, a na Shintarou w domu czeka już nowa kolekcja horoskopowych figurek. Cała ta paczka słodkości jest dla Atsushiego, a w kuchni czeka na niego jeszcze więcej moich wypieków. Reszcie nie wiedziałam co podarować, dlatego sami możecie o tym zadecydować.
Uśmiechnęła się zachęcająco.
-Ryouta, Daiki i Seijurou, spełnię po jednym waszym życzeniu.
Wciąż miała na sobie tajemniczą maskę. To właśnie dzięki niej czuła się jeszcze na siłach spojrzeć im po tym wszystkim w oczy. Czy bardzo się wygłupiła, działając według planu Satsuki? Miała nadzieję, że chłopaki to zrozumieją.
Momoi przytuliła się do Kuroko i tuliła jakby był małym, bezbronnym zwierzątkiem, a nie postrachem boiska.
-Nooo, więc zarezerwuj sobie następny piątek, szykuje się konkurs taneczno-muzyczny w parach. Wygrajmy go!
Wiecznie radosny Kise wystawił kciuka i puścił jej oczko, widocznie zadowolony ze swojego prezentu. Aomine podrapał się zamyślony po głowie. Obmyślał dokładnie każdą opcję...
-Żadnych zboczonych rzeczy, Aomine! -krzyknęła ostrzegawczo Momoi, za co niebieskowłosa była jej dozgonnie wdzięczna.
-W takim razie utwórzmy dwuosobową drużynę i rozwalmy pojutrze innych w koszykówce ulicznej!
-Da się załatwić -odpowiedziała ze śmiechem i przybiła mu piątkę. Spojrzała wyczekująco na kapitana. -Czego pragniesz, Seijurou?
-Myślę... -zaczął powoli -...że na razie mam wszystko, czego mi trzeba. Mogę odłożyć to życzenie na kiedy indziej?
-Chwila, Akashi-kun! -z oburzenia, Satsuki puściła nawet swojego ukochanego chłopaka. -Nie mo...
-Oczywiście -Kitsune przerwała jej w pół słowa i pokłoniła się mu niczym królowi. -Jak sobie życzysz.
Reszta wieczoru upłynęła im bardzo przyjemnie na rozmowie i grach. Oczywiście, Kuroko zaplanował wszystko razem z dziewczynami. Chociaż bardziej to one go w to wciągnęły. Nie był może idealny i w całości opierał się na Kitsune, mimo to wypalił, a nawet jego realizacja przeszła najśmielsze oczekiwania Momoi. Cały taniec nagrała, pozostawiając kolejną pamiątkę ich wspaniałej znajomości. Pamiątkę, za pomocą której zamierzała manipulować od czasu do czasu bliźniaczkę. Ale głównie był to zapis ich wspomnień :)
Później także tańczyli, głównie Kitsune i Kise, choć razem bliźniacy też stanowili ciekawy duet. Okazało się, że od dzieciństwa mieli opracowaną choreografię lustrzaną. Kiedy oboje założyli czapki, a Tetsune dodatkowo schowała pod nią włosy to nie dość, że wyglądali podobnie, a jeszcze wykonywali odbicia swoich ruchów. Wyglądało to niesamowicie, a jednocześnie zabawnie.
Bliźniaki rządzą!
Tak właśnie Pokoleniu Cudów minęły walentynki. To nic, że żadne z nich nie miało drugiej połowy - mieli siebie.
I, jak stwierdził Aomine, chodzili przecież na randki z koszykówką!

~*~
Tak, tak! Nie ma to jak pisać rozdział jednocześnie wykonując podobny taniec co Kitsune! :)
Właśnie, tańczenie walca jest naprawdę fajne! I męczące! Wymiękam po kilku minutach xD
Ach, chciałabym tak zatańczyć Pokoleniu Cudów <3
Poza tym patrzę z przerażeniem na robocze posty. Tylko jeden i to nieskończony! :O
Muszę stanowczo wziąć się w garść!
Do następnej notki!
O ile skończę :O

Mały, gimnazjalny Akashi taki słodki! *.*

2 komentarze: