czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 7 Obudź się +20 cm fantastyki

Hej! ^.^
Na początku może zanudzę Was trochę faktami. Manga Kuroko no Basuke podobno nie jest ani trochę fantastyczna. Ja trochę w to nie wierzę, bo jak taki mały Akashi daje radę zrobić spokojnie wsad?
Pobuszowałam trochę w internecie i chciałabym podzielić się z Wami nabytą wiedzą i obliczeniami, które naprędce przeprowadziłam. Czemu to dla mnie takie ważne? W rozdziale 5 napisałam bowiem, że Kitsune udało się zawisnąć na obręczy. Czy to w ogóle możliwe?
Przeczytajcie spokojnie dzisiejszą notkę, a pod koniec kto zainteresowany, ten doczyta i się dowie. Mam nadzieję, że się spodoba! :)

Grrr... Czemu jeszcze nie ma polskiego 4 odcinka? Musiałam po ang oglądać :<
Mam ochotę zabić! Zabić i poćwiartować :/

 ~*~
-Jak to?!?!
Takao przystanął ze zdziwieniem na środku chodnika, a reklamówka z jedzeniem wypadła mu z ręki. Midorima poprawił okulary i westchnął, modląc się o jeszcze odrobinę cierpliwości. Powrót Kitsune i telefon jej mamy całkowicie wytrąciły go z równowagi.
-Obie rodziny odniosą z tego korzyści. Nasze matki zaplanowały to już jak chodziliśmy do podstawówki, ale Kitsune nic jeszcze nie wie.
-Czemu? -zdziwił się jego przyjaciel. -Przecież to jej przyszłość. Dlaczego nie może sama o niej decydować?
-Kitsune to typ buntowniczki. Podejrzewaliśmy, że jeśli się dowie to zdecyduje się na naukę za granicą. Poza tym -westchnął, jakby mówienie o tym sprawiało mu trudności. -Nie zniósłbym, gdyby zerwała ze mną kontakt...
Ha?, Takao spojrzał na niego jak na wariata. Klęknął i chwycił reklamówkę. Nurtowało go wiele pytań. Co mała, niepełnoletnia jeszcze dziewczynka mogła zrobić przeciwko rodzicom, którzy byli za nią odpowiedzialni i mieli nad nią władzę? Przecież nie była upoważniona do decydowania samej o swoim losie! Czemu Schin-chan i reszta się tego obawiali?
Była jeszcze jedna myśl, która nie dawała mu spokoju...
-Przecież mówiłeś, że wyjechała za granicę bez pożegnania. Mimo to jakoś to zniosłeś.
-Głupku! To dlatego, że Akashi zapowiedział, że przyjedzie. Wiedziałem, że prędzej czy później się pojawi. Poza tym gdziekolwiek nie pojedzie, wciąż jest moją narzeczoną.
-Jak to dziwnie brzmi -Takao zastanowił się nad tym głębiej. -Schin-chan ma narzeczoną!
Już wyobraził sobie Tetsune w pięknej, białej sukni ślubnej i Midorimę w garniturze, ślubującego jej wieczną miłość.
Miłość. Miłość. Miłość...
-Schin-chan? Kochasz ją?
Nie potrafił sobie wyobrazić tego zielonowłosego potwora jako kochającego męża. A w związkach przecież najważniejsze było uczucie. Dla niego to miłość była czynnikiem wpływającym na coś tak ważnego jak małżeństwo.
-Nie -szybko zaprzeczył strzelec Pokolenia. -Nie kocham jej tak, by się z nią żenić. Szanuję ją i bardzo lubię.
-Czekaj... A co z nią?
-Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Wiem, że z pewnością nie darzy mnie takim uczuciem -naprawdę wydawał się tego pewny.
Takao, choć starał się to zrozumieć, nie potrafił. Zaaranżowali to małżeństwo jedynie w oparciu o sprawy finansowe? Takie zasady nadal panowały jeszcze na tym świecie?
-Czekaj, to co...
Midorima uciszył go gestem ręki i westchnął ciężko. Nagle zrobił dziwną minę i powiedział skrzekliwym głosem: Miłość przyjdzie z czasem!, jakby kogoś naśladował. Potem znów przybrał normalny wyraz twarzy.
-Tak mi właśnie wmawiają.
-Ale...
-Zostawmy już ten temat!

 ~*~
W końcu nadszedł koniec treningu zawodników Seirin. Spakowali swoje rzeczy i ruszyli z zapałem w stronę przystanku. Kitsune nie udało się zamienić nawet słowa z bratem, postanowiła więc spędzić trochę więcej czasu z Midorimą i ogłosiła, że wróci do domu sama.
Gdy na rozwidleniu skrecili w lewo, Riko zatrzymała ich ze zdziwieniem.
-Gdzie idziecie? -spytała. -Nie pamiętacie, że niedaleko gra dziś liceum Kaijo i Too?
Byli tak przejęci własnym treningiem, że kompletnie o tym zapomnieli. Faktycznie, trenerka coś o tym wspominała pierwszego dnia. Jeżeli grały dziś te szkoły to znaczyło, że między sobą walczyli dwaj członkowie Pokolenia Cudów. Nie był to spektakl, który mogli tak po prostu sobie darować.
Aomine Daiki czy Kise Ryouta...
Który z nich dziś wygra?

 ~*~
-Mógłbyś od czasu do czasu wysłać mu sms'a! -marudziła Kitsune.
Siedziała właśnie na murku razem z Midorimą i Takao, który z dziwnego powodu uśmiechał się do nich jak głupek i reagował westchnieniem za każdym razem, gdy dziewczyna w jakiś sposób zbliżała się do swojego przyjaciela. Czy to nagle zaczynali się świetnie dogadywać czy od czasu do czasu mierzwiła jego włosy z przyzwyczajenia. Reakcja Takao była zawsze tak samo denerwująca. W pewnym momencie Kitsune nie wytrzymała i po prostu go stamtąd zrzuciła, czym zupełnie się nie przejął.
-Nie odczuwam takiej potrzeby -upierał się wciąż przy swoim Midorima.
-Shintaro -zaczęła delikatnie okładać go pięściami. -Nawet nie wiesz, jak to go uszczęśliwi!
-Nie mam ochoty go uszczęśliwiać!
-To może przynajmniej pójdziemy na mecz? -spytała z nadzieją w głosie.
Stanowczo zaprzeczył i spojrzał znacząco na Takao. Dziewczyna w mig zrozumiała o co chodzi. To właśnie w jej przyjacielu było najdziwniejsze. Przy innych sprawiał wrażenie faceta, któremu nie zależało na takich "błachostkach". Jednak Kitsune znała go od bardzo dawna, można powiedzieć, że praktycznie od zawsze i wiedziała, że tak nie jest.
-W takim razie -mruknęła -twoim zadaniem jest uszczęśliwić MNIE! A jedyne czego teraz pragnę, to właśnie obejrzeć mecz Kise.
Kiedy nic nie odpowiedział, wskoczyła mu na kolana jakby nigdy nic i uwiesiła mu się na szyi.
-No proszę, proszę, proszę! -powtarzała irytującym, dziecięcym głosikiem, aż w końcu nie wytrzymał i zgodził się ją tam zabrać.

 ~*~
-Shintaro, bardzo chciałam, żebyś mnie tu przyprowadził, ale...
Kitsune zerknęła na przyjaciela. Oczywiście, był naprawdę mądry i inteligentny, ale teraz miała co do tego małe wątpliwości. Założył okulary przeciwsłoneczne, udając innego człowieka, jakby tak niewielka ozdoba zmieniała go w kogoś całkowicie innego. A przecież wciąż wyglądał tak samo. Dlaczego uznał to za najefektywniejszy kamuflaż? Wypuściła powietrze z płuc, kręcąc głową.
-Wszyscy się na nas dziwnie gapią...
Takao, który przywlókł się tu za nimi, zyskał kolejny powód do śmiechu. Ledwo stał na nogach. Oparł się o Kitsune i trzymał kurczowo za brzuch.
-Naprawdę cię to tak bawi? -spytała. -Przecież to jest straszne! Wydawałoby się, że jest taki inteligentny!
-Oi! Ja wszystko słyszę! -zagrzmiał tuż nad nimi Midorima.
-Tak, tak, ale mógłbyś przestać się wygłupiać! Mimo wszystko -rozejrzała się po widowni -mając mnie za towarzyszkę ludzie zwracają na ciebie większą uwagę. Nic się nie nauczyłeś przez te wszystkie lata?
Strzelec Pokolenia ściągnął okulary z cichym fuknięciem i pełnym dumy spojrzeniem.
Kątem oka zobaczyła taką samą niebieską czuprynę. Tetsuya siedział obok Kagamiego i cicho z nim gawędził. Światło i jego cień, przemknęło jej przez myśl. Jej brat znów wyglądał tak jak powinien. Tak, jak gdy dołączył do pierwszego składu w gimnazjum i razem z kolegami z drużyny walczył o zwycięstwo. Szczęśliwie, tak jak zawsze tego dla niego pragnęła.
Uśmiechnęła się mimowolnie, a kiedy Midorima popchnął ją w kierunku pustych miejsc, szybko oderwał ją od rozmyślań. Już nie była w Teiko. Liczyło się przecież tu i teraz.
Na boisko wyszły obie drużyny. Zawodnicy byli niesamowicie skoncentrowani, jakby mieli walczyć na śmierć i życie. Pojawił się Aomine i Kise. Stanęli naprzeciw siebie.
-Dziś Aomine się nie spóźnił -zauważył Midorima.
Kitsune zdawało się, że nie widziała ich tak długo. To półtora roku ciągnęło się dla niej niczym wieczność. Bez przyjaciół i brata, bez ludzi, których bezgranicznie kochała, nie potrafiła sobie poradzić.
Tymczasem podczas jej nieobecności tak wiele się stało. Spełnił się jej najczarniejszy scenariusz. Nigdy nie podejrzewała, że to naprawdę się wydarzy.
Daiki spóźniający się na mecze?
Słyszała, ale nie wierzyła.
Nie! Ona po prostu nie chciała uwierzyć.
Chłopaki wdali się w krótką rozmowę, której nikt inny nie mógł usłyszeć. Mimo to...
-Założę się, że Ryouta zapewnił Daikiego, że nie przegra -powiedziała Kitsune. -Jest taki przewidywalny!
-Jesteś pewny siebie, Kise -wtrącił Midorima. -Tak pewnie odpowiedział.
Takao spojrzał na nich z ogłupiałą miną.
-Czy kiedykolwiek udało ci się mnie pokonać?
-Dziś mi się uda! -parodiowała blondyna Kitsune. -Naprawdę nie chcę dziś przegrać!
-Obaj są przewidywalni.
Ku zdziwieniu posiadacza sokolego oka, oboje zaczęli się śmiać. Był to chyba najdziwniejszy widok na ziemi. Ten nieczuły potwór naprawdę to potrafił? Nigdy nie podejrzewałby go o coś takiego. Kitsune zawtórowała mu cicho i oparła się o niego.
Mecz się rozpoczął. Mimo, że to Kaijo było przy piłce, pierwsze 3 punkty zdobyła drużyna przeciwna. Już od samego początku atmosfera była niezwykle napięta. Kasamatsu, kapitan drużyny Kise, szybko przełamał kontrolę przeciwników i odpłacił im się tym samym. Kise stanął do walki jeden na jeden przeciwko Aomine i zatrzymał go!
Cała sala zagrzmiała krzykiem rozjuszonych widzów, umiejętności obu koszykarzy były nad wyraz imponujące! Ta szybkość, zręczność i siła. Nikt nie spodziewał się czegoś takiego po licealistach. Jednak... w końcu było to Pokolenie Cudów! A ich mecz zapowiadał się naprawdę interesująco.
Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 18-13 dla Kaijo.
-Ciągle podają do Kise -zauważył Takao.
-Polegają na swoim asie. Tylko on jest w stanie przeciwstawić się Aomine.
-Nie do końca -wtrąciła Kitsune. -Ryouta może i go powstrzyma, ale nie na długo. Jeśli czegoś nie wymyśli, Kaijo przegra...
Jego drużyna wierzyła w niego bezgranicznie, dlatego już na początku drugiej kwarty wszystkie piłki leciały właśnie do niego. Niestety, Aomine wrócił na boisko z większym duchem walki. Kise po prostu się pogubił. Touou zremisowało. Przy nich Kaijo wydawało się być małą, bezbronną owieczką. Mimo to nie poddawali się. Było jeszcze za wcześnie, jeszcze wszystko mogło się zdarzyć. Mogli odwrócić bieg meczu!
-Zauważyliście to? -spytał Takao. -Ciągle tylko Kise i Aomine.
-Tak, tak, Takao -mruknęła bez emocji Kitsune.
-Wydaje mi się, że Kise coś planuje...
Zaintrygował tym swoją przyjaciółkę. Poprawiła się wygodniej na krzesełku i właśnie wtedy kapitan Touou wykonał ostatni w drugiej kwarcie rzut, tym samym kończąc ją wynikiem 43-34 dla Touou.
Dziesięć minut przerwy i różnica dziewięciu punktów.

-Kitsune -odezwał się nagle Midorima. -Twój brat gdzieś idzie...
Spojrzała w kierunku wyjścia z widowni. Faktycznie, wziął ze sobą nawet torbę, w której prawdopodobnie siedział Tetsuya 2. Pewnie chciał go po prostu wyprowadzić.
-Nie powinnaś za nim iść?
Niemal zepchnął ją z krzesełka.
-Popilnuj go -wepchnęła mu torbę z własnym zwierzakiem. Midorima prychnął jak kot i podrzucił ją Takao.
Wychodząc, pozdrowiła jeszcze członków drużyny Seirin, którzy przyglądali się jej ze zdziwieniem. Nie spodziewali się jej. Oni też nie byli lepsi - nawet słowem nie wspomnieli, że zamierzali obejrzeć mecz. Wybiegła na korytarz, ale Tetsu nigdzie nie było. Postanowiła jak najszybciej go znaleźć. Wyszła nawet poza halę. Jednak zamiast niego, spotkała kogoś innego.

Aomine Daiki stał samotnie na odkrytym boisku do kosza i rzucał od czasu do czasu piłkę. Ukryła się za niewielkim, zielonym krzewem i przyglądała mu dyskretnie.
Czy zmienił się przez ten czas, gdy wyjechała? Wciąż wydawał się taki sam. Maksymalnie skupiony i głodny wygranej, potwór w ludzkim ciele, który z dnia na dzień stawał się niepokonany. Jednak z relacji Tetsu i Midorimy, Daiki już przestał szukać godnego przeciwnika.
Kiedy to się stało?
-Kto tam jest? -krzyknął nagle i rzucił piłką z całej siły w jej kryjówkę.
Wyszła w porę by ją złapać, choć nie mogła ukryć, że ta siła niemal ją powaliła.
-Daiki. Dawno się nie widzieliśmy -przywitała się i odrzuciła lekko piłkę już wyższym łukiem.
-Kitsune!
Aomine rozpromienił się nagle jak mały dzieciak, ale nie podbiegł do niej i nie przytulił, jak to zwykle miał w zwyczaju.
-Już myślałem, że Akashi się pomylił, ale jak widać to niemożliwe -przyznał, kręcąc piłkę na palcu. -Poza tym... -wydął wargi. -Dlaczego tak bezczelnie odeszłaś?
-Miałam swoje powody -odpowiedziała zagadkowo. -Poza tym jestem tu, czy to nie jest najważniejsze?
Daiki mruknął coś cicho i znów rzucił do kosza. Kitsune podeszła do niego, złapała piłkę i zrobiła to samo.
-Oglądam wasz mecz -powiedziała cicho.
-Wiem, przecież tu jesteś! -zaśmiał się i nagle zrobił dziwną minę. -Chyba nie każesz mi przegrać z Kise?
-Nie! Nie! Dla niego jest jeszcze za wcześnie - odpowiedziała zagadkowo. - Rób co chcesz.
-Hm... To dobrze. Nie zniósłbym tego.
-Ahomine! Przecież nie jesteście moimi pionkami w grze.
-No, twoimi nie...
Zapadła między nimi przerażająca cisza. Kitsune nienawidziła tej atmosfery między nimi, dlatego zakasała rękawy sweterka i stanęła naprzeciw Daikiego.
-Jeden na jedną? -spytał ze śmiechem. -Zatrzymaj mnie, jeśli potrafisz!
Nie potrafiła. Próbowała! I nie poddawała się. Starała się przechwycić piłkę, ale chłopak był zbyt szybki. Zmieniał kierunek swojego ataku w zależności od jej reakcji. Wiedział doskonale kiedy nie była w stanie za nim nadążyć. Była to dość ciężka walka, ponieważ oboje szybko i zwinnie balansowali ciałem, więc zaskoczenie przeciwnika graniczyło niemal z cudem. Aomine, chociaż zapunktował już kilka razy, tak naprawdę przebijał się przez jej ochronę z trudem. Za każdym razem zmieniała szybko swój środek ciężkości. Była w tym mistrzynią. Jednak miał nad nią przewagę. Był od niej silniejszy i znał jej słabość, którą perfidnie wykorzystywał.
-Jedynym, który może mnie pokonać, jestem ja sam! -powiedział, kiedy znów udało mu się ją ominąć.
Te słowa wpłynęły na nią mocno nie dla tego, że nigdy tego nie słyszała. Tetsu, a nawet Midorima wspominali jej o tym. Po prostu nigdy nie usłyszała tego z jego ust.
Poczuła, jakby wszystko w niej się gotowało. Wyprzedziła go i zaczęła bawić jak myszka z kotkiem. Tylko kto w tej grze był kim?
Zabrała mu piłkę i wykorzystała jego własne ruchy, by zdobyć 2 punkty, jednak Daiki nie był głupi, szybko połapał się o co jej chodzi i za cel postanowił sobie jej przeszkodzić. I wtedy cofnęła się do tyłu i rzuciła jak Midorima. Zdobyła trzy punkty. Właściwie udało się to jej tylko dlatego, ponieważ chłopak był przekonany, że za wszelką cenę zechce go pokonać grając jego stylem. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
-Dobrze wiesz, że nigdy nas nie pokonasz -powiedział z bezlitosną pewnością, jednak nie przejęła się tym tak bardzo.
A może po prostu doskonale to ukrywała?
Coraz szybciej dryblowała piłką i w pewnym momencie natarła na niego. Dosłownie na chwilę pozbawiła równowagi (kopia nigdy nie pokona oryginału!), jednak ten moment wystarczył, by zdążyła wypracować sobie między nimi większą odległość, więc nawet jeśli udało mu się zdążyć, nie powstrzymał jej przed zdobyciem kolejnych dwóch punktów.
Aomine podszedł do niej. Przygotowała się na jego atak, jednak on po prostu zostawił piłkę i podniósł ją do góry.
-Udało ci się tylko dlatego, że się zapatrzyłem -fuknął z dumą.
-Jaaaasne!
-To prawda! Po prostu zawsze sądziłem, że masz zadatki na cytatą pannę -jej biust był teraz na wysokości jego oczu. -I teraz wiem, że miałem rację.
-Daiki -nie musiała krzyczeć, by się jej przestraszył. Była nad wyraz spokojna, ale coś w jej głosie zapowiadało poważne kłopoty. Odstawił ją czym prędzej i uśmiechnął się głupio.
-Wybacz. Cieszę się, że cię widzę -starał się ją udobruchać.
-Tak już lepiej!
-Widziałaś się już ze wszystkimi?
-Spotkałam już Ryote, Shintaro i dziś ciebie.
-Co z resztą? Będziesz czekać do mistrzostw zimowych?
-Muszę -odpowiedziała ze smutkiem. -W końcu obietnica -chwyciła kosmyki swoich włosów -to obietnica. Zamierzam jej dotrzymać.
-Już są niesamowicie długie -przyznał Aomine. -Chyba jeszcze trochę ich nie zetniesz.
-Masz rację -uśmiechnęła się. -Niedługo koniec przerwy. Wygraj to, jak zawsze -wystawiła pięść, którą przybił z uśmiechem. -I baw się dobrze!

 ~*~
Midorima już czekał na nią przy wejściu do hali. Wbiegła zdyszana, zmęczona po grze z Aomine. Oczywiście starała się tego po sobie nie pokazywać.
-Porozmawiałaś z bratem? -spytał.
To prawda, znał ją od dawna, ale zawsze dziwiło ją to, jak wiele o niej wie. Po jego minie odgadła, że przyjaciel doskonale już przejrzał ją na wylot.
-Kise czy Aomine?
-Daiki -wydusiła z siebie między rozpaczliwymi oddechami.
-Chodź, obejrzymy resztę meczu -chwycił ją za rękę i poprowadził na ich miejsca.
Takao widząc to, mrugnął znacząco do swojego przyjaciela. Na kolanach trzymał torbę z jej pupilem i bawił się z nim, drapiąc delikatnie materiał, na co kotek starał się go za wszelką cenę złapać. Widząc swoją panią wskoczył jej na ramię i owinął wokół jej szyi niczym wąż. Podrapała go za uszkiem, wyczekując z niecierpliwością kontynuacji meczu.
Trzecia kwarta rozpoczęła się bardzo dynamicznie. Kaijo wywierało na swoim przeciwniku silną presję, przechwyciło piłkę i przeszło do szybkiego ataku, skupionego na swoim asie, Kise.
Imayoshi, kapitan przeciwnej drużyny, stanął mu na drodze. Blondyn nie przejął się tym zbytnio. Mrucząc coś pod nosem, zakozłował w lewo i wypuścił piłkę, a kiedy zdezorientowany przeciwnik odwrócił się, by ją złapać, Kise zabrał ją i minął go z niewyobrażalną szybkością.
-To... -Kitsune niemal podniosła się z miejsca.
Patrzyła z podekscytowaniem i szaleńczym uśmiechem na dalszy rozwój akcji. Technika Aomine, Midorima zdawał sobie z tego sprawę.
Imayoshi ruszył, by go zatrzymać. Głośny gwizdek sędzi przerwał rozgrywkę. Faul! Czarny nr 4!
Niebieskowłosa zaśmiała się niepokojąco, niczym zły bohater z kreskówek.
-Teraz wszystko się zaczyna! Dopiero teraz...
Kise w starciu z przeciwnikami coraz częściej używał technik Aomine. Jego kopie nie były jeszcze idealne, dopiero je dopracowywał. Kiedy nadejdzie walka przeciw Daikiemu, musiał być już gotów. Musiał być kopią idealną.
Aomine widocznie nie był na tyle cierpliwy by na to czekać. Zadziwił wszystkich, kiedy w mgnieniu oka zdobył rzutem kolejne punkty.
Mecz... zapowiadał się naprawdę intrygująco. Szczególnie dla Kitsune, która już dłużej nie mogła wytrzymać i kręciła się niespokojnie na swoim miejscu. Co chwila łapała Midorime za rękę, uśmiechając się przy tym jak głupia.
-Kitsune... Kocha styl gry Aomine -wytłumaczył zielonowłosy swojemu koledze z drużyny.
Teraz miała na boisku dwóch podobnie grających koszykarzy. Nic dziwnego, że jej zmysły szalały.



 ~*~
-Ryouta!
Całkowicie zatopiony w myślach, odwrócił się zaskoczony. Z samego końca korytarza biegła w jego stronę Kitsune. Tuż obok niej jakiś rudy kotek próbował dotrzymać jej kroku. Malutki wśród olbrzymich ludzi, bardziej skupił się na przetrwaniu wśród nich niż szaleńczą gonitwą za swoją panią.
-Ryouta!
Biegła z niesamowitą prędkością. Mijała z łatwością ludzi wokół niej, uparcie dążyła do celu. Złapał ją, kiedy nie dała rady wyhamować, ale musiał przyznać, że niemal się przewrócił.
-Rany, ile ty ważysz -droczył się z nią.
-Tyle ile trzeba!
Z początku była bardzo zmartwiona. Nie wiedziała, w jakim stanie go spotka. Czy będzie musiała go pocieszać? Na szczęście wystarczyło jedno spojrzenie, a już wiedziała, że wszystko było w porządku.
No, może nie do końca.
Kaijo przegrało z Touou 98 do 110.
Moment, w którym Kise próbował rozpaczliwie się podnieść i nie potrafił, kiedy Aomine patrzył na niego z nieodgadnionym spojrzeniem, był prawdopodobnie jedną z najgorszych chwil w jej życiu. Tak bardzo chciała być wtedy przy nim i mu pomóc, że niemal popłakała się z bezsilności.
Ale były też inne momenty, w których jej serce biło, jakby miało wyskoczyć.
Kise, kopiujący styl Aomine.
Aomine czerpiący znów radość z gry. Jego pełne pasji spojrzenie.
Kise, znów poddający się pragnieniu wygranej.
Ich radość z gry. Na ten dzień czekała od dawna. Zawsze miała jakieś niejasne przeczucie, że blondyn jeszcze tak naprawdę się nie przebudził. Czekała. Czekała.
-Przegrałeś.
Zanim opuścił wzrok, ujrzała jeszcze jego szklane oczy. Nie, nie będzie mi tu płakał, do cholery!
-Ryouta. Przykro mi to mówić, ale... To dobrze, że przegrałeś...
Spojrzał na nią z niedowierzaniem i przerażeniem.
-To co mówię... -westchnęła -to nie ma być złe. To dla ciebie nowy, lepszy początek. Stałeś się silniejszy. Nie pamiętasz, co zawsze mówiłam?
Przeszukał szybko wszystkie swoje wspomnienia, ale...
-Nie... -przyznał cicho.
Uśmiechnęła się ciepło.
-Obudź się, Ryouta.
Tak naprawdę wszystko było w porządku. Tak, jak powinno być. Kise przegrał i cała drużyna była zrozpaczona, jednak... Były ważniejsze rzeczy niż wygrana. Powoli spełniało się jej największe pragnienie. Mimo, że czekała ją jeszcze długa droga...
Wszystko było w porządku.
-Nie wiem, czy już rozumiesz, co chcę ci przez to przekazać... Ja zawsze...
Chwycił jej dłoń.
-Myślisz, że Aominecchi zagrał dziś przeciwko sobie? -spytał.
-Tak. I właśnie na to czekałam.
-Jej, Kitsune -pociągnął nosem. -Jesteś jakimś cholernym jasnowidzem?
-Tak -zaśmiała się. -Bo nadal czekam.
 
 ~*~
Celowo niektóre rzeczy tu pod koniec nie zostały wyjaśnione. Mimo wszystko opowiadanie ma charakter mangowy, zauważyliście? Brak ujednolicenia, urywki zdarzeń. To trochę dodaje charakteru, żałuję jednak, że nie wszystko co mangowe da się opisać i pokazać.
Z rzeczy organizacyjnych - pojawiły się dwie nowe zakładki, galeria i Lebster Blog Award, a także moje poniższe wywody, jako osobne artykuły.
Zachęcam do zapoznania się z nimi ^.^

20 cm fantastyki
No i teraz pozostaje mi wyjaśnić kwestię wsadów i fantastyki Kuroko no Basuke. Oto suche fakty. Jeżeli komuś łatwiej zrozumieć kiedy coś widzi, niech przygotuje sobie kartkę i ołówek :)
Kitsune mierzy tyle co jej brat, a więc ma 168 cm. Kiedy wyciągnie ręce w górę, dostaje jakieś 50 cm (tak na oko, patrząc na mnie). W sumie daje to 218 cm.
Ile skacze przeciętny człowiek? Mój wyskok to 53 cm, więc jeśli przypisać go Kitsune, jej dłonie znajdą się na wysokości 271 cm nad ziemią. Kosz według NBA znajduje się 3.05 m nad boiskiem, dlatego z moimi parametrami brakuje jej 34 cm. Mimo to Kitsune zrobiła wsad.
Jednak weźmy pod uwagę, że jest bardziej niż ja wysportowana (no przecież jest to oczywiste!). Przeciętny wyskok zawodnika NBA waha się w granicach 70-85cm, a z kolei najwyższy to aż 142cm! Kitsune moim zdaniem powinna być w stanie wyskoczyć nie 53, a 60-kilka cm (do czego ja uparcie dążę i trenuję).
W takim razie ile fantastyki zawiera moje opowiadanie? 20 cm! I to do dolnej granicy, co wcale wsadu nie gwarantuje!
Jednak moje śledztwo nie zostało zakończone. Porównując zgromadzone dane do naszego Akashiego, musiałby on wyskoczyć ok. 80 cm! Czy licealista jest w stanie konkurować profesjonalnym graczem NBA?
Szczerze wątpię, nawet jeśli jest to Akashi Seijurou :)
Idąc dalej tym tropem Kagami, który w jednym z odcinków wybił się prawą nogą i sięgnął gdzieś trochę ponad połowę tablicy kosza, musiał wyskoczyć mniej więcej 100-110cm.
Oczywiście to tylko obliczenia, plus minus 2 cm, także dość spora dokładność. Jestem też pewna, że kosz jest na tej wysokości, ponieważ podczas rozgrywki Murasakibara - Kagami, fioletowy mnie upewnił (bo w szkołach jest już montowany niżej).
Ciekawe, co? :)
W takim razie 20 cm powinno być mi wybaczone i, z racji, że opowiadanie bazuje na Kuroko no Basuke, to że nasza bohaterka zrobiła wsad powinno być rzeczą imponującą i niecodzienną, ale możliwą!
Co o tym sądzicie?
No, skończyłam na dziś z wymądrzaniem się, do następnego rozdziału! ^.^

Perfekcyjny kamuflaż Midorimy :)

1 komentarz:

  1. Jaka analiza Xd ale też zawsze się zastanawiałam czy ich czyny są możliwe. Kiedyś sama spróbowałam podania Kuroko, ale potem żałowałam Xd (moja ręka się wygięła a piłka poleciała sobie dalej, w dodatku mocno bolała, a moja przyjaciółka się ze mnie śmiała ). A co do rozdziału to mam nadzieje że dziewczyna nie zostanie zmuszona do ślubu. Fragmentem który najbardziej mi się spodobała to mini mecz w przerwie meczu (ja i budowa zdań Xd).
    Pozdrawiam i ślę wene :)

    OdpowiedzUsuń