czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 5 Moje światło

 A oto mój brat bliźniak :D :D
http://decemberdayt.deviantart.com/art/Tetsuya-Kuroko-506375036
 oczywiście by me - Graphique du Monde!
Proponuję kliknąć, by powiększyć! ^.^

Następnego dnia Kitsune biegała po całym domu już od rana, szukając bez wytchnienia pewnej książki i czegoś normalnego do ubrania się. Z racji, że niedawno przyjechała, w domu stało mnóstwo nierozpakowanych toreb. Kuroko patrzył na nią spod pościeli, ale kompletnie nie chciało mu się jeszcze wychodzić z ciepłego, bezpiecznego miejsca.
 -To musi gdzieś być! -powtarzała co chwilę dziewczyna, przekładając sterty swoich rzeczy w inne miejsca. W pewnym momencie niemalże zanurkowała w górze swoich ubrań. -Och, Tetsu! Mógłbyś mi pomóc! -marudziła.
-Powinnaś być bardziej zorganizowana -odpowiedział sennym głosem brat, ignorując jej prośby.
-Bardziej zorganizowana -przedrzeźniła go. -Znalazłam! -wyciągnęła w górę podręcznik do historii. -Wiedziałam, że go mam! Swoją drogą... -rozejrzała się po pokoju. -Nie sądzisz, że ten dom jest na nas za mały?
Wszędzie walały się jej rzeczy i zajmowały ponad połowę pomieszczenia. Nie miała nawet ich gdzie rozpakować. Jeśli będą musieli żyć w tych warunkach, dom Tetsu zamieni się w istną dżunglę! Kitsune zawsze zbierała przeróżne szpargały i pamiątki. W chwilach samotności miały dla niej szczególne, sentymentalne znaczenie.
-Hm... Nie rozmawiałaś z rodzicami na ten temat?
-Jeszcze nie, ale... -zamyśliła się, kładąc palec na ustach -...chyba po prostu dziś do nich zadzwonię!
-To dobry pomysł -Kuroko przeczesał dłonią włosy i sięgnął do sterty ubrań leżącej niedaleko niego. Nie musiał nawet wychodzić spod pościeli! -Możesz założyć to -wyciągnął czarną plisowaną spódniczkę. -Chyba będzie pasować do mundurka.
Nagle gdzieś w odmętach pokoju rozdzwoniła się jej komórka.
-Ach, może to mama! -krzyknęła radośnie Kitsune i znów zanurkowała w ubraniach.
-Nie, to Kise-kun -jej brat znalazł komórkę jako pierwszy. Jak zwykle leżała przy poduszce dziewczyny. Odebrał ją bez zastanowienia.
-Halo?
-Ooooch, Kurokocchi! -blondyn jak zwykle brzmiał radośnie i żywiołowo. -Jest tam gdzieś w pobliżu twoja siostra?
-Yhm... Ona... Jakby to powiedzieć... utonęła.
Zerknął na Kitsune, która nagle zaplątała się w jakieś dziwne paski i materiały. Mimo to podeszła w jego stronę i wyciągnęła rękę by zabrać mu komórkę, ale potknęła się o coś cięższego i runęła na ziemię z przeraźliwym krzykiem.
-Utonęła? -zdziwił się Kise. -Chyba nie naprawdę?! Przecież ona umie pływać!
-Nie, nie -uspokoił go niebieskowłosy. -Mamy tu mały problem z miejscem i Kitsune nie ma gdzie rozłożyć swoich rzeczy.
Dziewczyna mruczała pod nosem jakieś dziwne słowa po innym języku, a wkładała w nie tak dużo jadu, że musiały to być jakieś przekleństwa.
-Rozumiem -zaśmiał się koszykarz. -A teraz może już rozmawiać?
-Myślę, że tak.

Przystawił siostrze komórkę do ucha.
-Halo?
-Kitsune! Już opanowałaś sytuację?
-Nie
-jęknęła sfrustrowana. -Ale mogę rozmawiać.
-To dobrze! Zastanawiałem się czy nie poszłabyś gdzieś ze mną dziś po szkole. Do Seirin mam niedaleko, a wcześniej kończę lekcje, więc zdążyłbym cię nawet odebrać ze szkoły! Pomyśl, ile dziewczyn by ci zazdrościło!
-oczyma wyobraźni już widziała jego pozbawioną skromności minę pana i władcy świata.
-Sama potrafię przyciągać dużo uwagi -powstrzymała jego rosnące ego. -Poza tym nie potrzebuję tego.
-Ach, hm, racja -odpowiedział skruszony. -W takim razie poczekam na ciebie niedaleko szkoły, w porządku?
-Ryota, nie mogę. Gram dziś coś w rodzaju meczu i wątpię czy będę w stanie się potem ruszyć...
-Ooooch
-blondyn zawył z ogromnym zainteresowaniem. -No to szykuje się widowiskowe to... widowisko.
-Haha, tak, Ryota, bardzo widowiskowe
-zaśmiała się. -Oczywiście jesteś zaproszony.
-Niestety nie mogę przyjść. Widzisz, mój kapitan zabronił mi wchodzić na teren waszej szkoły. Mogę jedynie spotkać się z Wami poza nią. A jeśli nie masz dziś czasu, to długo nie będziemy mogli się zobaczyć...
-Czemu? -zdziwiła się Kitsune.
-Wciąż trwają letnie igrzyska. Mam jeszcze ważny mecz i od jutra będę bardzo zajęty.
-W takim razie... To ja wpadnę do ciebie!
-Hah, byłbym wdzięczny! A teraz muszę już kończyć, wybacz.
-W porządku, też mam parę rzeczy na głowie. Do zobaczenia, Ryota!
-Dziena!
Rozłączyła się z cichym westchnieniem ulgi.
-Jaki ten Ryota zajmujący -wymruczała.
Dostrzegła pytające spojrzenie brata. Ach tak, jeszcze nie powiedziała mu o wyzwaniu, które rzucił jej Ayumu. Teraz kiedy już się to wydało, nie mogła mu nie powiedzieć. Chociaż i tak pewnie dowiedziałby się w szkole. Mogła się założyć, że wiedzieli już o tym wszyscy.
-Hm... Wiesz, ktoś wyzwał mnie na pojedynek -zaczęła ostrożnie.
Kuroko kucnął tuż przy niej i złapał ją boleśnie za ucho.
-Chyba nie w kosza?
-Ajaj! -uciekła od niego. -Oczywiście, że tak! A ty przyjdziesz i go obejrzysz, jasne?
-Nie mogę, jadę po szkole na obóz treningowy.
-Oh no proszę! -złożyła dłonie w błagalnym geście. -Czuję, że będę cię potrzebować, braciszku...
Patrzyła na niego prosząco. Tetsuya jeszcze nigdy nie odmówił gdy słyszał pełne miłości "braciszku" i patrzył w jej wielkie, niebieskie oczy.
-Spróbuję namówić resztę.

Udało mu się przekonać Riko i resztę zespołu. Niechętnie, ale zgodzili się obejrzeć mecz jego siostry. Lekcje dłużyły się mu niemiłosiernie. Miał tylko ochotę zagrać. Zresztą siedzący przed nim Kagami chyba myślał podobnie, bo wiercił się na krzesełku i spoglądał ciągle na zegarek. Wyznał mu nawet, że nie może się doczekać meczu Kitsune. Nie znał jej możliwości, ale zapowiadała się interesującym graczem. Poza tym Riko miała chyba wobec niej jakieś dziwne zamiary, choć nigdy otwarcie tego nie powiedziała. Zachowywała się jakby jej nie ufała, ale chciała zobaczyć na co naprawdę ją stać.

Wieść o wyzwaniu rozeszła się po całej szkole, jak podejrzewała Kitsune. Każdy chciał zobaczyć jak arogancka, niebieskowłosa piękność walczy na boisku i czy rzeczywiście jest taka dobra za jaką się uważa. Oczywiście najpierw miała zagrać jeden na jeden z najlepszą koszykarką z klubu. Mimo, że jako drużyna nigdy nic nie osiągnęły, to właśnie pani kapitan była uznawana za silną przeciwniczkę, która, być może, mogłaby konkurować z chłopakami z Seirin. A jeśli Kitsune jakimś cudem uda się ją pokonać, dołożą jej jeszcze jedną przeciwniczkę. Wtedy zobaczy się, ile jest warta i czy słusznie uznaje się za najlepszą.
Właśnie dlatego hala wypełniła się po brzegi. Na boisku już rozgrzewała się niebieskowłosa i kapitan damskiej drużyny. Ciągle szukała wzrokiem brata, a kiedy pojawił się na sali wraz z resztą drużyny Seirin, pomachała im radośnie i ruszyła w ich stronę. Na drodze stanął jej jednak Ayumu. Uśmiechnął się.
-Zobaczymy, na ile cię stać.
Nie ulegało wątpliwości, że to on rozpowiedział całej szkole o ich zakładzie oraz jej arogancji. Cóż, sama była sobie trochę winna. Mogła trzymać język za zębami.
-Oczywiście! A teraz wybacz, chciałabym porozmawiać z bratem.
Wyminęła go zgrabnie i szybko podbiegła do Kuroko. Zawiesiła mu ręce na szyi i przytuliła najmocniej jak potrafiła.
-Kitsune! -krzyknął Kagami widząc pełne rozpaczy spojrzenie swojego cienia. Dziewczyna z zakłopotaniem zdała sobie sprawę z tego, że dusi brata. Puściła go szybko i przyjrzała mu z troską.
-Więc co zrobisz? -spytał po chwili, gdy już odzyskał oddech.
-Oczywiście, zaatakuję! -zacisnęła pięść i wystawiła kciuka.
Kagami, który już zdążył polubić tą małą istotkę tak bardzo podobną do swojego brata, oplótł ją ramieniem.
-Daj z siebie wszystko! Liczę na wspaniałą grę!
-Oczywiście, że dam z siebie wszystko! -zawołała radośnie.
Reszta również życzyła jej powodzenia. Wróciła na boisko i zaczęła się rozgrzewać, robiąc przysiady, podskoki i mnóstwo innych ćwiczeń. Potem ni z tego ni z owego pokręciła się trochę w kółko, a kiedy stanęła twardo na nogi, uznała że jest gotowa. W jej oczach błyszczała ekscytacja i pragnienie wygranej, a przynajmniej tak się niektórym wydawało. Tylko Kuroko wiedział, jak jest naprawdę.

Chie, kapitan Seirin, miała jakieś 178cm i niebieskowłosa musiała troszeczkę zadrzeć głowę do góry, by móc spojrzeć w jej oczy. Nie przeszkodziło jej to jednak w śmiałym, pełnym wyzwaniu kontakcie wzrokowym. Chie zawsze na mecze upinała dokładnie swoją grzywkę, by nie przeszkadzała jej w trakcie gry. Nie miała zbyt długich włosów, ale była na swój sposób ładna. Oczywiście pomijając fakt, że ciężko jej szło znalezienie sobie odpowiedniego wzrostem i rozumem chłopaka.
-Żeby nie upraszczać, gramy na całe boisko. Sprawdzimy tym twoją kondycję i umiejętność oceny sytuacji. Ostrzegam -kapitan uśmiechnęła się tajemniczo -nie będzie łatwo.
Nauczyciel wf podrzucił piłkę do góry. Kitsune była niższa od swojej przeciwniczki o jakieś 10 cm, więc nikt nie oczekiwał po niej wiele. Tymczasem to właśnie ona wyskoczyła najwyżej, sięgnęła piłki i chwyciła ją mocno w obie dłonie.
-Jak wysoko! -skomentował zszokowany Kagami. Chociaż odniósł wrażenie, że dziewczyna potrafi wznieść się jeszcze wyżej.
Kapitan upadła na ziemię już wcześniej, mogła więc od razu próbować skraść niebieskowłosej piłkę. Lecz ta chyba przejrzała plany przeciwniczki, bo zabrała w porę piłkę. Stały teraz naprzeciwko siebie, obie niesamowicie skoncentrowane. Jednak Kitsune się uśmiechała! Obniżyła trochę swoje ciało i osiadła na ugiętych nogach, kozłując spokojnie piłkę, jakby nie obawiała się Chie.
I nagle... Wyminęła ją! Musiała jednak zrobić jakąś zmyłkę, bo dziewczyna rzuciła się w drugą stronę by ją zatrzymać. Kiedy zdała sobie sprawę ze swojego błędu, ruszyła za nią w pościg. Dogoniła ją i wyskoczyła by uniemożliwić jej rzut. Jednak tak jej się tylko wydawało. Niebieskowłosa przekręciła się w bok o niesamowity kąt i rzuciła. Gdy piłka leciała do kosza, ona była już niemal głową w dół do ziemi.
-Co?!?!?! -Riko aż wstała. Patrzyła z niecierpliwością na dalszy rozwój gry.
Kitsune zrobiła pełny obrót w powietrzu i opadła z gracją na obie nogi.
-Tak w ogóle można?!?!
-Dopóki nie sfauluje się przeciwnika, chyba tak -odparł beznamiętnie Tetsuya.
Piłka należała teraz do kapitan, więc ta minęła Kitsune i... piłka wyleciała jej z rąk!
-Pozwoliła się wyminąć, by wybić jej piłkę! -skomentowała ze zdziwieniem Riko. -Stosuje te same techniki co... -odwróciła się i spojrzała szybko na Kuroko. Zaraz, czy naprawdę te same?
Niebieskowłosa zdobyła kolejne dwa punkty. Kolejnym razem Chie nie zamierzała tak łatwo oddać jej piłki. Kitsune wyprzedziła ją w połowie boiska...
-Jaka szybka!
... i stanęła naprzeciw niej z pewnym siebie uśmiechem. Kapitan dyszała ciężko, ale nadal pozostawała skupiona. Jednak najstraszniejsze było to, że gdy spojrzała w jej błękitne oczy, całkowicie się w nich zgubiła. Wydawało jej się, że ta dziewczyna jest wszędzie, że ją otacza! Ona tymczasem po prostu pochylała się coraz bardziej do przeciwniczki, wciąż patrząc jej w oczy. Kątem oka widziała doskonale jak dziewczyna trzyma mocno piłkę. Wyczuła moment zawahania i wybiła jej ją. Ruszyła w ułamku sekundy. Kapitan otrząsnęła się szybko i pognała za nią. Z łatwością ją doganiała. Z jakiegoś dziwnego powodu poczuła przez to jedynie niepokój. Wydawało jej się, że niebieskowłosa potrafi być szybsza! A kiedy wyprzedziła ją pół metra od linii 3 punktów, wtedy ona po prostu się cofnęła. Chie nie zdążyła wyhamować przez prędkość jaką osiągnęła i zatrzymała się dalej, co tylko powiększyło dystans między nimi. Kitsune przygotowała się do rzutu. Spięła wszystkie mięśnie i wyskoczyła. Po sali rozniosły się tylko westchnienia chłopaków i szepty niedowierzania dziewczyn. Wyglądała tak majestatycznie! W najwyższym punkcie rzuciła piłkę i zaczęła powoli opadać jakby grawitacja nie przyciągała ją z normalną, ale mniejszą siłą. Członkowie Seirin mogli ponownie to zobaczyć. Wysoki, niepokojący tor lotu piłki i uśmiech na twarzy siostry Kuroko. Ach!, westchnęli. Naprawdę piękny widok!
-3 punkty! -ktoś krzyknął z zachwytem.
Kapitan spojrzała na Kitsune, oddychając ciężko. Już dawno nikt jej nie zmusił do takiej gry!
-Przyznaję, jesteś dobra -na sali zapadła cisza. -Ale dwóch nas nie pokonasz!
Skinęła na koleżankę z drużyny. Była drugą najlepszą zawodniczka damskiej drużyny koszykówki Seirin.
-Chie!
-Risa!
Wykrzyczały swoje imiona niczym drużyna R z pokemonów.
-Ha? -Kitsune podparła się pod boki. -Skończmy to i zagrajmy w końcu poważniej!

Na trybunach Kuroko spojrzał na Dwójkę, wciąż siedzącą w jego torbie. Podniósł się powoli, złapał za pasek torby i ruszył do wyjścia. Kagami złapał go za rękę.
-A ty gdzie się wybierasz? -spytał zdziwiony.
-Wyprowadzić Dwójkę -odparł Kuroko, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
-A co z meczem? Ominiesz najlepsze!
-Przecież na razie nic się nie dzieje. Będzie o wiele ciekawiej, jak zagra przeciwko większej ilości przeciwniczek.
-Aż tak cenisz swoją siostrę? -Kagami wyglądał na strasznie oburzonego, podobnie jak przysłuchujący się tej rozmowie uczniowie.
-Tak. Poza tym pójdę jej kupić coś do picia. Pewnie jak zwykle zapomniała o wodzie, a podczas przerwy będzie umierać z pragnienia.
-Chyba nie mam wyboru -odparł Kagami i wstał. -Skoro mówisz, że nie przegra do naszego powrotu, to chcę to zobaczyć.
Wyszedł razem z Kuroko.
Jednak Kuroko zamiast kupić po prostu wodę z automatu, udał się do sklepiku. Kagami, już przyzwyczajony do ich drużynowego psiaka, zgodził się poczekać z nim na zewnątrz. Gdy znudziło się mu czekanie, zaczął rzucać Tetsuyi 2 patyk, na co ten przystał z ochotą. Biegał po niego w te i z powrotem z zadowoleniem. Szczekał z radości i ocierał się o nogi czerwonowłosego. Zza budynku wyszedł Kuroko, niosąc pełną reklamówkę.
-No nareszcie! Ile można kupować wo...
Spojrzał na ekwipunek kolegi. W siatce znajdowała się nie tylko woda! Kupił też mnóstwo jedzenia, najróżniejsze bułki i słodycze.
-C-c-co to ma być? -spytał z przerażeniem.
-Hm... Woda, gdyby była spragniona. Ach, kupiłem też proszki przeciwbólowe, żeby jakoś przetrwała po meczu oraz małe co nieco do jedzenia.
Małe co nieco? Jak cała reklamówka mogła być dla takiej dziewczynki małym co nieco? Postanowił tego nie dociekać. Jak najszybciej chciał zobaczyć wyniki meczu, dlatego pospieszył Kuroko.
Gdy weszli na salę, Kagami omal nie padł z wrażenia.

Kitsune stała na środku boiska i ciężko oddychała. Grała teraz przeciwko... Trzem przeciwniczkom! Jakby tego było mało, te słaniały się na nogach, jedna nawet leżała na boisku! Kapitan zarządziła krótką przerwę.
-W porę przyszliśmy -zauważył beznamiętnie Kuroko.
Podszedł do siostry i wręczył jej reklamówkę. Spojrzała na niego zakłopotana, ale podziękowała mu małym całusem w policzek. Podał jej ręcznik i wodę, którą wypiła do połowy. Zaczęli rozmawiać na temat meczu. Z tej odległości Kagami nie mógł ich usłyszeć, więc podszedł bliżej.
-Dobrze Ci idzie -zerknął na wynik, a Kagami podążył za nim wzrokiem.
26 do 13 dla Kitsune! Był pewien, że szczęka opadła mu do samej ziemi i już jej nie podniesie. Jakim cudem dała radę podwoić wynik swoich przeciwniczek?
-Trenowałaś za granicą? -spytał Tetsuya.
-Głównie szukałam silniejszych przeciwniczek, reszta przyszła sama -stwierdziła prosto Kitsune.
Gwizdek oznajmił koniec przerwy. Niebieskowłosa, już trochę spokojniejsza, wróciła w podskokach na boisko, jakby gra przeciwko trzem dziewczynom wcale jej nie zmęczyła.
-Dajcie jeszcze jedną -krzyknęła.
Głodna wygranej? Nie, to nie był głód, a jedynie chęć znalezienia silniejszego przeciwnika. Kagami rozumiał to całkowicie, ale... do cholery! Jak można być tak dobrym?! Nawet on nie dałby radę w pojedynkę przeciwko tylu przeciwnikom.
-Kuroko -pochylił się do kolegi. -Jakim cudem ona jest tak silna?
Niebieskie oczy spojrzały na niego bez emocji.
-Wiesz, czemu jestem cieniem? -spytał zagadkowo. -Bo to właśnie moja siostra odebrała mi światło.

Pochylił głowę, by nikt nie zobaczył jego oczu. Życie było dla niego tak niesprawiedliwe. Gdyby nie Tetsune, to on prawdopodobnie grałby tak w koszykówkę. Tymczasem musiał odrzucić wszystko i nieustannie poświęcać się dla drużyny. W Teiko robił to w imię zwycięstwa. Teraz wydawałoby się, że się z tym pogodził. Jego poglądy trochę się zmieniły. W Seirin czuł się potrzebny. On ochraniał drużynę, ale i ona ochraniała jego. Tutaj mógł zapomnieć. Jednak patrząc na grę swojej siostry, znów poczuł ten gorzki smak rozczarowania, tą wściekłość, którą zawsze w sobie nosił.
Tak, życie jest niesprawiedliwe. A dla niego, nie!, dla nich, bliźniaków, było szczególnie niesprawiedliwe.
-Nie pozwolę! -krzyk Kitsune wyrwał go z rozmyślań. Szukał jej gorączkowo na boisku. Co się stało?, w jego serce wkradło się uczucie paniki.
Jego siostra była teraz pod swoim koszem. Jej przeciwniczki, z racji ich przewagi liczebnej, wymyśliły nową strategię, choć w sumie nawet nie można było tym tego nazwać. Wszystkie na jedną, tak właśnie zamierzały ją powstrzymać. Przecież żaden zawodnik nie poradzi sobie sam. Kitsune wyskoczyła po piłkę, podobnie jak reszta, ale to ona wzniosła się najwyżej z nich. Chwyciła ją i opadła na ziemię. Jednak teraz... była bezradna. Broniła piłkę przed przechwytem. Dziewczyny okrążyły ją ze wszystkich stron.
-To koniec -komentowali na trybunach. Niemożliwe, by udało jej się przejść.
Kitsune wydała z siebie przeciągły krzyk.
-To nie koniec! TETSU!!! -wstrząsnęła, jednak nie było to wołanie o pomoc.
Kagami zatrzymał Kuroko, który już zrobił krok w kierunku swojej siostry.
I wtedy właśnie stało się coś dziwnego. Kitsune zniknęła i pojawiła się poza okręgiem zszokowanych dziewczyn.
Tetsuya spojrzał z przerażeniem na swoją siostrę i wstrzymał nieświadomie oddech. Ta zaśmiała się i popędziła do kosza przeciwniczek. Wyskoczyła, wkładając w to całą swoją siłę i, jakimś cudem, zrobiła wsad! Zawisła wysoko. Wyglądało to co najmniej komicznie. Mała dziewczynka trzymała się kurczowo obręczy, a nogi "dyndały" jej swobodnie w powietrzu. Jak ona się tam dostała? Ciężko było uwierzyć, że tak po prostu skoczyła.
-Co za... potwór! -skomentował to Hyuga z przerażeniem. Riko natomiast była w takim szoku, że nie potrafiła nic powiedzieć. Zamiast tego oglądała grę z szeroko otwartymi oczami.
-Ej! -Hyuga złapał jej podbródek i zamknął jej usta. -Żyj, trenerze!
Tak mówił, mimo to sam ledwo mógł się pozbierać. Kitsune swoją grą dorównywała im, chłopakom. A może nawet i przewyższała!
Kątem oka zobaczył Kuroko. Chłopak osunął się na kolana i wpatrywał z przerażeniem w swoje dłonie. Co się z nim działo?

Przeciwniczki wznowiły grę, a Kitsune nie mogła już nic zrobić. Grała sama przeciwko czterem zawodniczkom. Niemożliwym było przechwycić piłkę. Mimo to nie poddawała się. Gdy zdobyły 3 punkty, szybko przeszła do ataku. Zdawała się być coraz szybsza. Ale równie szybko się męczyła. Była już cała mokra. Oddychała szybko i płytko, ale nie zwracała na to uwagi. Co najlepsze, coraz częściej zaczęła też zniknać.
Posiada podobną umiejętność co Kuroko?!?!, myślał gorączkowo Kagami. Ale Kuroko korzysta przecież z obecności swoich kolegów z drużyny, by odwrócić od siebie uwagę!
Kitsune była sama. Jak więc udawało jej się znikać?
Niebieskowłosa uwolniła się na chwilę od dziewczyn i przygotowała do rzutu w mgnieniu oka. Wtedy właśnie pani kapitan niesiona chęcią zemsty skoczyła do bloku i... przypadkiem ją sfaulowała.
-Numer 10! Pchanie! Dwa rzuty wolne.
Piłka nie wpadła do kosza, natomiast Kitsune upadła twardo na tyłek, a po chwili spadła też na nią pani kapitan i przygniotła swoim ciężarem.
Kuroko, który jeszcze przed chwilą trząsł się z szoku i przerażenia, teraz poderwał się z podłogi i pobiegł siostrze na ratunek. Tak mała, całkowicie utonęła pod olbrzymią dziewczyną. Na sali nagle zapadła grobowa cisza, w czasie której niebieskowłosy zrzucił kapitan ze swojej siostry. Podniósł ją. Wydawała się trochę zamroczona. Chwyciła się za głowę i syknęła z bólu. W ostatniej chwili udało jej się zamortyzować upadek, więc obrażenia nie powinny być poważne. Mimo to po jej twarzy pociekła strużka krwi.
-Mam dwa rzuty wolne, wiesz? -spytała sennie.
-Nie -zaprzeczył Kuroko. -Już nie zagrasz!
-Odczep się - mruknęła i uwolniła się z jego objęć. -Pokażę Ci... moje przekleństwo...
W momencie kiedy wstała, ugięły się pod nią kolana. Nie zdążyła nawet odpowiednio zareagować. Obraz rozmazał jej się przed oczami i poczuła, jak leci do tyłu - prosto w objęcia swojego brata.
...
Dlaczego?
...
Dlaczego, do cholery?!

~*~
Hm... Ten rozdział był już chyba dłuższy, nie? Ja nie wiem xD
Cóż, powinnam Was ostrzec teraz czy później?
Tak jak się nad tym zastanawiam to chyba jednak trochę poczekam :D :D
O! A w następnym rozdziale (tak, tak mi się wydaje, że w nast.), mam dla Was niespodziankę!
Chociaż myślę, że należy do nazwać raczej czymś zadziwiającym, zaskakującym i... dziwnym.
Za wszelkie błędy przepraszam. Piszę na komórce, gdzie słownik zamiast "bez" pisze mi "bezrobocie" lub zamiast "zmęczyła" - "zmoczyła" xD
Do następnego! ^.^

3 komentarze:

  1. Łoł, tego się nie spodziewałam o_O to było świetne! Ale mam nadzieję że nie będzie poważnej kontuzji. Ślę wene :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spodziewałaś się? To poczekaj na następny rozdział! :D
      Dziękuję <3

      Usuń
  2. Nominacja ----> http://kilkaslow-opowiadania.blogspot.com/p/1.html

    OdpowiedzUsuń