piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 15 Mecz z drużyną Otama



 Przepraszam za ew. błędy :( 
~*~

I am absolute. I can see the entirely of the future. It is but a simple matter to change it.
~Akashi Seijurou

- Sei-chan, dlaczego nie rozmawiałeś już później z tą dziewczyną? - spytał Reo z kwaśną miną.
Jego kapitan nie rzucił mu nawet jednego spojrzenia, uśmiechnął się lekko do swoich myśli i przesunął kolejny pionek na planszy w shogi.
- Tetsune nie poznała jeszcze najważniejszej lekcji swojego życia - odpowiedział. - Wciąż myśli, że jest najlepsza i niepokonana.
- Przecież nie potrafi pokonać żadnego z Pokolenia Cudów...
- I usprawiedliwia to faktem, że jest dziewczyną. Uparcie szuka silniejszego przeciwnika, kiedy jest on tuż pod jej nosem, ale nie chce tego przyznać.
- A jest w stanie pokonać swojego brata? W końcu w pojedynkę jest... słaby.
Mibuchi rozsiadł się wygodnie na kanapie, poruszając się niczym księżniczka. Niejedna dziewczyna pozazdrościłaby mu długich, gęstych i diabelnie czarnych rzęs, które okalały jego delikatne oczy.
- W pojedynkę tak, ale nie zapominaj, że Tetsuya wcale nie jest słaby. Posiada coś ważnego, czego jego siostra nie ma. Teraz jesteśmy jeszcze silniejsi, niż Tetsune jest w stanie sobie wyobrazić.
- Właściwie czemu tak bardzo ją lubicie? - Kotaro kręcił leniwie piłką na palcu wskazującym, niczym prawdziwy cwaniak z filmów. Od dłuższej chwili przysłuchiwał się ich rozmowie i w pewnym momencie naprawdę zaczęło go intrygować, co takiego członkowie Pokolenia widzieli w tej niebieskowłosej dziewczynie. Przecież ona wcale nie była ładna! Więcej z nią problemów niż zabawy. Gubiła się w lasach, wracała cała upaćkana błotem, z włosami jakby poraził ją piorun, z ego wielkości kuli ziemskiej i móżdżku orzeszka.
Przynajmniej o tym pomyślał, kiedy ją pierwszy raz ujrzał, a Akashi opowiedział o niej trochę więcej. Słyszał też, że była dobra w koszykówkę, nawet ich kapitan szanował ją i traktował jak równego, a przecież była tylko dziewczyną, co oznaczało, że niemożliwym było dla niej pokonać przeciętnego chłopaka. Jej płeć z góry dyskryminowała ją w walce o tytuł najlepszego zawodnika i Kotaro był pewien, że pokonałby ją z palcem w nosie.
- Była z nami od początku - odpowiedział Seijurou. - Nawet zanim pojawił się Tetsuya. To oczywiste, że chłopaki się do niej przywiązali.
- A czy JA byłbym w stanie ją pokonać? - czerwonowłosy zapatrzył się w planszę w shogi.
- Tetsune nie jest takim typem zawodnika, który mógłby się tobie przeciwstawić.
- HE?! Myślałem, że ona jest takim... no wiesz... Taką damską wersją Aomine...
- Bo niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, jaki jest jej prawdziwy talent. Przede wszystkim obecny poziom gry osiągnęła wyłącznie dzięki ciężkiej pracy. Treningi w gimnazjum Teiko są ciężkie nawet dla chłopaków, ale upartej dziewczyny nie odwiedziesz od swoich celów. Nawet poza szkołą biegała, ćwiczyła i rozwijała swoją sprawność i siłę.
- Więc jaki jest jej prawdziwy talent?
- Dowiesz się w swoim czasie - uśmiechnął się lekko. - Może nie wydaje się czymś niesamowitym, ale jest jedną z osób, która jest świadoma tego, jak dobrze go używać, by odnieść zwycięstwo.

~*~
Całe Pokolenie Cudów, piątka Niekoronowanych Królów oraz Tetsune spotkali się na rozpoczęciu letnich Inter High. Damska drużyna Seirin miała już za sobą kilka wygranych meczów, podczas których Amane, jak i młoda Kuroko siedziały często na ławce rezerwowych, dopingując swoje koleżanki i wchodząc jedynie w kryzysowych momentach.
Pierwszy raz od dawna spotkali się znów razem, choć w czasie tego krótkiego spotkania brakowało jednej osoby, której Kitsune wyglądała z niecierpliwością. Akashi Seijuro nie pojawił się, ale była niemal pewna, że widziała jego czerwoną czuprynę wśród tłumów. Murasakibara pojawił się w towarzystwie Himuro, ale także  białowłosej Shiro.

~*~
Ten dzień na pewno należał do najdziwniejszych w życiu Chie. Odniosła wrażenie, że nagle wplątała się w coś wielkiego i zupełnie dla niej, zwykłego człowieka, niepojętego. Jak w hollywoodzkiej produkcji znalazła się obok głównego bohatera, a kłopoty zaczęły się do niej zlatywać jak natrętne muchy. Jednak teraz nie był to o tyle jakiś wielki problem, a poczucie przynależności do wielkiej ruletki losu, ironii i szyderstwa przypadku. Niedługo przed meczem spotkała tego niesamowitego zawodnika Pokolenia, asa Generacji Cudów i nie byłoby w tym nic dziwnego, spokojnie minęłaby go, on nawet by jej nie zauważył, jednak razem z różowowłosą szukali właśnie jej.
- Proszę, oto dane waszych dzisiejszych przeciwniczek - uśmiechnęła się Momoi.
- Hm... Dziękuję? - nie wiedziała, co odpowiedzieć. Czemu dziewczyna, której nawet nie znała robiła dla niej coś takiego? - Ale czemu mi to dajesz?
- Ach, to właściwie nie są zwykłe dane... Akashi-kun kazał mi je sporządzić...
Akashi? Ten Akashi, pan i władca, którego spotkała na obozie treningowym? Czy może gdzieś w głębi jego zimnej osobowości kryło się serce, które kazało mu przekazać jej te ważne informacje, które tylko Momoi potrafiła zebrać? Otworzyła białą teczkę. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy to zdjęcie ślicznej dziewczyny o ciemnych włosach z pewnym siebie, aczkolwiek nieco dziwnym uśmieszkiem. Kolejne strony przedstawiały wiele danych.
- Ale czemu?
- Nie pytaj tylko bierz i bądź wdzięczna, jak chcesz zapanować nad swoimi podopiecznymi - mruknął zirytowany Daiki, włożył ręce do kieszeni spodni i ruszył przed siebie, zostawiając swoją przyjaciółkę w tyle.
Ach, tak. Teraz Chie wiedziała już o co chodzi. Seiurou kazał przygotować te dane jedynie przez wzgląd na Tetsune... W końcu znali się od gimnazjum, dziewczyna była w nim zakochana i kapitan dałaby uciąć sobie rękę, że Akashi wiedział o tym doskonale. Jeśli nie dał tego po sobie poznać, to prawdopodobnie nie odwzajemniał jej uczuć. Biedna Kuroko...
Z drugiej strony to on ruszył jako pierwszy i bez wahania na jej poszukiwania... Teraz już nic nie było dla niej jasne. Zostawiła przemyślenia na inny dzień i zajęła się danymi od Momoi. Były bardzo szczegółowe, uwzględniały poprzednią formę zawodniczek i, co dziwniejsze, umiejętności jakie mogła jeszcze rozwinąć. Przy nazwisku dziewczyny ze zdjęcia widniał wielki znak zapytania, a tuż obok napis "przeciętna", co nieco ją uspokoiło. Chwilę wcześniej wysnuła jeszcze jeden ważny wniosek - jeśli Akashi im to dał, mogło to znaczyć jedynie, iż w przeciwnej drużynie znajduje się ktoś pokroju Tetsune. Misaki Fujioka. Mimo wszystko będzie na nią uważała.
Powlokła się do szatni, gdzie już czekały na nią dziewczyny poprzebierane w swoje klubowe stroje i gotowe do walki o udział w finale Inter High. Chie przysiadła jedynie cicho na ławce, nie zważając na koleżanki niemal wrzeszczące jej nad uchem i dopingujące się nawzajem przed meczem. Kilka minut później do szatni wparował też ich menadżer, Ayumu. Nikt nie spodziewałby się po nim, że szybko uspokoi dziewczyny i zacznie mówić jak prawdziwy trener.
- Wasze przeciwniczki są silne nie jako indywidualności, a jako grupa. Musicie na nie uważać, bo ciężko znaleźć lukę w ich obronie, a ofensywa również prezentuje się na niegłupim poziomie. Myślę, że w tej sytuacji najlepszym wyjściem będzie wypuszczenie na boisko Chie-senpai, a nie Amane, jak dotąd planowaliśmy.
Kapitan uśmiechnęła się, jakby ze szczęścia. Przejrzała już wszystkie notatki i wiedziała mniej więcej czego się spodziewać. Faktycznie, tak jak mówił Ayumu, musiały uważać. Zwróciła się do Tetsune, bo z jakiegoś powodu przeczuwała, iż ta tajemnicza dziewczyna jest niebezpieczna.
- Zostawiam ci 12-stke - powiedziała. - Liczę na ciebie!
Satomi Amane westchnęła i usiadła na ławce z naburmuszoną miną, na co reszta zaczęła ją pocieszać i uspokajać. Nie przyszedł jeszcze jej czas.
Niedługo nadchodziła pora rozgrzewki, więc ruszyły na halę w wesołych jeszcze nastrojach, po drodze mijając przeciwną drużynę. Chie przywitała się grzecznie z ich kapitan i dołączyła do swoich.
Ayumu oglądał je z ławki rezerwowych, zbierając po drodze westchnienia i okrzyki zachwytu wielu dziewczyn, pusząc się przy tym jak paw i unosząc wzniośle głowę niczym prawdziwy król.
- Żebyś zaraz tym swoim ego nie przywalił w sufit - zażartowała Tetsune, parodiując go, kątem oka widząc dziwny, niepokojący spokój na twarzy Chie.
Wiele razy wcześniej powtarzała jej, że może na nią liczyć, że da z siebie wszystko w imię wygranej, choćby miało jej się coś stać i teraz cieszyła się, że kapitan w końcu jej ufa. Tego nauczyła się właśnie od Tetsu podczas jego meczu z Kirisaki Daichi i nie obchodziło jej, że w tej drużynie gra rolę Tepeppei'a, dopóki to dzięki niej miały szansę wygrać. Teraz, gdy stanęła do walki nareszcie to poczuła. Zaufanie jej koleżanek, otulające ją ciepło i szczelnie niczym mgła.
Mecz rozpoczął się w spokojnej atmosferze. Widać klub z liceum Otama nie był przystosowany do silnej gry ofensywnej. Już w pierwszych minutach meczu prym wiodła Chie, pokazując się jako świetna i mądra rozgrywająca, swoimi decyzjami o podaniach wspierając owocnie całą drużynę. Motywowała do walki, zarządzała powroty i ustalała strategie tak, jakby boisko było dla niej niczym więcej jak planszą do gry. Tetsune nie mogła porównać jej do Akashiego, ale jej kapitan naprawdę była niesamowita i robiło jej się głupio na samą myśl, iż wcześniej tak źle o niej myślała.
Chie posłała do niej piłkę, mimo iż była kryta przez jedną zawodniczkę. Dopiero w tej chwili dostrzegła powagę sytuacji. Miały jedynie trzypunktową przewagę, a dziewczyny z Otama kryły 1 na 1 każdą z nich, łakome kolejnych punktów. W tej rozpaczliwej sytuacji Kuroko wydawała się być idealnym wyborem. Zmierzyła swoją przeciwniczkę jednym spojrzeniem, ale nie wyczuła od niej niczego niesamowitego, dlatego postanowiła zrobić najprostszą zmyłkę w lewo. Kolejne 2 punkty należały do nich!
Właściwie ten mecz nie wyróżniał się niczym specjalnym. Nie było tu godnej Tetsune zawodniczki, z którą mogłaby zagrać 1 na 1. Rzuciła krótkie spojrzenie na widownię, gdzie w tłumie mignęła jej czerwona czupryna. Wytężyła wzrok, szukając Akashiego, ale natrafiła jedynie na dziewczynę posiadającą podobny kolor włosów. Wspomnienia odżyły niczym fala tsunami, przywodząc jej na myśl mecz z Kirisaki i dziwną dziewczynę, którą tam wtedy spotkała.
- Tetsune! - odwróciła się w porę, by zobaczyć pędzącą w jej stronę zawodniczkę. Zablokowała ją, korzystając z techniki, którą niegdyś podpatrzyła u Murasakibary. Odebrała piłkę, gotowa kolejnymi dwoma punktami przybliżyć je do zwycięstwa. Drogę zastąpiła jej dziewczyna z 12-stką. Miała ciemne włosy i niebieskie oczy przywodzące jej na myśl głębię oceanu, ale wyglądały nieco jak oczy śniętej ryby, patrząc na nią obojętnie, jakby ją lekceważyła, na co Tetsune stanowczo nie mogła pozwolić. Jak ona śmiała?!
Ruszyła w lewo, gotowa zrobić szybką zmyłkę, ale, co najbardziej zadziwiło Tetsune, nie zareagowała na jej ruch, a stała jak kamień dokładnie tak jak przed sekundą. Żadna zmyłka nie miała sensu w tym przypadku, a w obecnej sytuacji musiała grać lewą ręką, by nikt nie odebrał jej piłki, a tą miała o wiele mniej zwinna i sprawną niż prawą. Minęła ją, z przerażeniem  zdając sobie sprawę z tego, że stoi na środku boiska i przygotowuje się do rzutu... z niczym...
Odwróciła się i dostrzegła jedynie wymalowany na żółto numer 12, a po chwili głośny ryk tablicy wyników oznajmił kolejne dwa punkty dla drużyny Otama. Jej serce zaczęło wybijać szaleńczy rytm odpowiadający dopingowi kibiców. Pokonała ją!, tu i ówdzie rozległy się radosne okrzyki i brawa. Rozejrzała się po tłumie ludzi, niemal w jednym miejscu dostrzegając swoich przyjaciół z Teikou, istną tęczę indywidualności wpatrującą się w nią oceniająco. Beznamiętne, trudne do rozczytania spojrzenie Tetsu, Seijurou i Atsushiego, zdziwioną minę Ryouty i aż wiercącego się na swoim miejscu z podekscytowania Daikiego. Na ich oczach nie mogła dać sobą pomiatać jakiemuś dzieciakowi!
Wróciła na swoją pozycję, rzucając tylko ciche "przepraszam" do koleżanek z drużyny. Tego błędu nie zamierzała powtórzyć. Gdyby tylko wiedziała, co takiego zrobiła źle... Powinna uważniej obserwować, co dzieje się na boisku.
               - Chie! – zawołała swoją kapitan. – Senpai – dodała, dostrzegając u niej zaczątki gniewu spowodowanego jej brakiem szacunku. – Nie podawaj mi teraz piłki – poprosiła, wywołując na jej twarzy lekki szok.
               - W porządku.
               W tej akcji Tetsune zamierzała obserwować swoją przeciwniczkę, by zrozumieć mechanizmy jej działania, na chłodno wykalkulować swoje błędy. Wszystko w imię zwycięstwa. Patrzyła, jak wychodzi naprzeciw niej niedbałym ruchem, nie uznając za zagrożenie. Niemal gotowała się na samą myśl o tym, że taka dziewczynka uważa się za kogoś niesamowitego! Oparła się pokusie spoglądania na nią z pogardą, syknęła jedynie, gdy ta próbowała ją bezskutecznie ominąć. Przez kilka akcji nie zdobyła ani jednego kosza, a jej współzawodniczki jakby nie zwracały na nią uwagi.
               Nie mogła być asem ich drużyny. Dlaczego ona, Tetsune Kuroko, trafiła akurat na nią? Spoczął na niej obowiązek pilnowania na boisku bachora, który w ciągu kilku akcji nawet nie dotknął piłki, a jedynie stał zaklęty jak kamień. Pieprzona dwunastka, przez którą nie może nic zrobić!
               - Chie!
               Tym razem poprosiła o piłkę. Akurat była na dobrej pozycji, broniona jedynie przez numer 12. Nawet jeśli nie zrozumiała tego, co się tutaj działo, nie zamierzała przegrać. Niebieskie spojrzenie jej przeciwniczki zmroziło jej krew w żyłach. Nie było tak obojętne jak u jej brata, w jego głębi kryło się wyzwanie i groźba jednocześnie. Natarła na nią w najprostszy sposób, ale nawet zmyłka, którą po chwili wykonała nie pomogła. Utknęła w martwym punkcie. Tymczasem Misaki jednym wprawnym ruchem sięgnęła po piłkę. W ostatniej chwili Tetsune zabrała ją, z szaleńczo walącym sercem podając niecelnie do Chie. Jednak gdzieś w połowie drogi przechwyciły ją dziewczyny z drużyny Otama, zdobywając tym razem aż 3 punkty!
               Chie skinęła głową na Ayumu, który natychmiast poprosił o czas.
               - Kuroko, idziesz na ławkę.
               - Że co?! Nie w tym życiu! – zaprotestowała gwałtownie.
               - Śmiesz sprzeciwiać się swojej kapitan?
               - Ale… to nie tak – jej głos robił się coraz słabszy.
               - Tetsune – Ayumu wyrósł między nimi jak drzewo. Chwycił ją za ramiona. – Jesteś teraz zdenerwowana. Lepiej, jeśli trochę się uspokoisz. Później znowu wrócisz na boisko.
               - Ale o co wy się boicie? – nie rozumiała ich obaw. – Przecież na pewno pokonam tą… Misaki.
               - Kuroko. Schodzisz z boiska – nieznoszący sprzeciwu ton Chie przywołał ją do porządku.
               Przysiadła na ławce, strzelając przysłowiowego focha. Jak ona mogła jej to zrobić? Przecież nie ulegało wątpliwości, kto tu był najlepszy! To Tetsune powinna wydawać Chie rozkazy, a nie na odwrót, do cholery! To co z tego, że była jej starszą koleżanką? Jeden rok więcej doświadczenia w porównaniu z umiejętnościami niebieskowłosej był tak naprawdę niczym.
               Nagle cały świat przed jej oczami zabarwił się na biało. To Ayumu rzucił jej na głowę swoją bluzę, patrząc na nią z figlarnym uśmieszkiem.
               - Załóż, żeby nie oziębić organizmu.
               - Bawi cię to? – spytała. Zmrużył oczy, nie rozumiejąc o co jej chodzi. – To, że wylądowałam na ławce rezerwowych?
               - Wiesz, bardziej bawi mnie twoje podejście do gry zespołowej.
               - Co jest z nim nie tak? – przekręciła głowę niczym piesek, usilnie starając się odgadnąć, co ma na myśli.
               Przecież jeszcze przed meczem wiedziała, czym jest ta sławna na cały świat gra zespołowa. Mało tego! Czuła, że koleżanki z drużyny jej ufają, a ona nie pozostała im dłużna. Miała wrażenie, że wiele się zmieniło w ciągu tego poł roku, gdy obserwowała grę Tetsu i chłopaków. Była mądrzejsza o nowe doświadczenia, pewniejsza siebie niż kiedykolwiek, a on wyskakiwał jej z takim tekstem?
               - No nie wiem. Wydaje mi się, że jeszcze nie do końca rozumiesz, o co w tym chodzi…
               - To mi wytłumacz – odburknęła, krzyżując ręce.
               - Pamiętasz, jak tańczyliśmy razem? – usiadł koło niej, zwracając się do niej niemal ojcowskim tonem, skupiając się jednocześnie na przebiegu meczu. – To samo zaufanie powinnaś poczuć też do nich.
               Ściągnął bluzę z jej głowy i zarzucił jej na ramiona, krzyknął coś do Chie i spojrzał na nią z uśmiechem.
               - Głupi Ayumu – prychnęła. – Przecież taniec i koszykówka to dwie zupełnie inne rzeczy.
               - Powiedziała dziewczyna wykorzystująca w koszykówce taniec – zaśmiał się. – Tak, tak, dobrze wiem, na czym polega twój sekret. Ale posłuchaj! Może jest to coś innego, ale zaufanie pozostaje zaufaniem. Pomyśl o was, jak o jednym sprawnie działającym organizmie. Chie i Amane są głową, ty i Rie rękoma…
               - Dobrze, już dobrze – uderzyła go lekko w ramię. – Postaram się zrozumieć.
               - Hej gołąbki – głos Amane przywołał ich do porządku. – My tu mamy kryzysową sytuację, a wy... pogłębiacie te swoje więzi czy jak tam to nazwać. Zastanówmy się, co jest nie tak z tą 12-stką.
               - No co? Stoi jak kłoda i się nie rusza – zażartował Ayumu, a Tetsune przyszło w tym momencie coś do głowy.
               Na jej szczęście akurat skończyła się druga ćwiartka, z której to Otama wychodziła zwycięsko, prowadząc 6 punktami. Czekała je teraz dziesięciominutowa przerwa, więc ruszyły do szatni. Tetsune szła na samym końcu, myśląc nad czymś intensywnie, a reszta drużyny szła przygaszona i bez życia.

               - Tetsune Kuroko! - znajomy głos wyrwał ją z zamyślenia. Odwróciła się zaskoczona, napotykając spojrzenie Takao Kazunari. – Porozmawiajmy.

~*~ 
Moja aktualna tapeta. Cudowna! Kocham Cię, Akashi-sama! ♥
Moja tablica na pintereście. Jakby ktoś chciał zajrzeć, pooglądać arty z Kuroko no Basket!